Posts tagged ‘BB’

26/11/2011

B. Brożek, The ontology of law from a biological perspective (draft version)

We warmly invite you to pursue the draft version of the paper The ontology of law from a biological perspective by Bartosz Brożek.

Tags:
25/03/2010

Komentarz do tekstu Ł. Kurka “Teorie winy w kontekście biernych postaw”

1. Główne tezy. Rozpocznę od poglądowej rekonstrukcji poglądów Łukasza, a następnie podniosę kilka – być może niezbyt głębokich – wątpliwości.

Jak rozumiem, zasadnicze znaczenie ma w tej koncepcji twierdzenie, że winę w prawie karnym przypisać można tylko temu, kto może być adresatem biernych postaw. Innymi słowy zdolność do bycia adresatem biernych postaw jest warunkiem koniecznym przypisania winy (nazwijmy to warunkiem BP). To skomplikowane wyrażenie odnosi się do prostego faktu: jeśli ktoś nie może być – z pewnych przyczyn – adresatem aprobaty bądź dezaprobaty innych ludzi, to nie będziemy też mogli przypisać mu winy w sensie prawnokarnym.

Druga obserwacja Łukasza jest następująca: winę w prawie karnym przypisuje się jedynie wtedy, jeśli “sprawca mógł postąpić inaczej” (warunek PI). Autor zauważa też, że tradycyjne ujęcie “możliwości” zawartej w warunku PI (w formie normatywu dobrego obywatela – NDO) jest nie do pogodzenia z warunkiem BP.

W związku z tym proponuje odczytywać warunek PI nie w kategoriach NDO, ale w kategoriach warunku kontroli (warunek K): by ktoś mógł być adresatem biernych postaw, musi mięc kontrolę nad swoim zachowaniem. Kontroli tej nie bada się jednak w odniesieniu do poszczególnych czynów: jest to raczej ogólna dyspozycja, polegająca na tym, że “podmiotowi na ogół udaje się działać zgodnie z jego zamierzeniami”. To sprawia, że wina w prawie karnym przypisana może być jedynie po spełnieniu warunku K, a ten z kolei oceniamy poprzez spojrzenie na sprawcę, a nie na czyn. Dodajmy, że warunek K implikuje warunek BP (jeśli ktoś nie spełnia warunku K, to nie spełnia też warunku BP).

Zdaniem Łukasza, taka teoria może sobie poradzić z problemami, z którymi nie radzi sobie normatywna teoria winy.

2. Warunek BP. Warunek ten powiązany jest z poważnymi problemami. Łukasz pyta wprost, dlaczego możliwość bycia adresatem pewnych reakcji emocjonalnych uzasadnia przypisanie winy. Niestety, w ogóle nie odpowiada na to pytanie. Stwierdza tylko, że można mówić o dwóch teoriach emocji – mechanistycznej i opartej o wartości czy też wartościowania. Opowiada się za tą drugą, gdyż jej charakterystyczną cechą jest to, że wedle niej reakcje emocjonalne są ściśle powiązane z poglądami (pewnymi nastawieniami propozycjonalnymi?), a nie tylko “automatycznymi” reakcjami na zaistniałe sytuacje. Stwierdza, że elementem tak rozumianych emocji, w szczególności emocji dezaprobaty, musi być przekonanie, że sprawca miał kontrolę nad swym postępowaniem. Nie jest to jednak odpowiedź na zadane przez Łukasza pytanie: nie wiemy nadal, dlaczego spełnienie warunku BP miałoby uzasadniać przypisanie winy. Wiemy tylko, co to znaczy, że ktoś może być adresatem biernych postaw – to osoba, która ma kontrolę nad swoimi zachowaniami. Wygląda więc na to, że Łukasz zakłada, że o winie w sensie prawa karnego można mówić jedynie wtedy, gdy odczuwamy deazprobatę dla sprawcy, a tę możemy odczuwać jedynie, gdy podtrzymujemy pogląd, że miał on kontrolę nad swoim zachowaniem. Co w takim razie z sytuacjami, które są penalizowane, choć nie czujemy dla nich dezaprobaty? A co z przypadkami odwrotnymi (np. przypadek p. Nieznańskiej)?

3. Warunek PI. Co to znaczy, że podmiot “mógł postąpić inaczej?” Zdaniem Łukasza nie można tego warunku odnieść do pojedynczego czynu, a jedynie do pewnych kompetencji (skłonności) sprawcy. W związku z tym sugeruje, by “możliwość”, o której mowa, rozumieć jako możliwość “generalną” a nie “partykularną”. Przyznam, że nie bardzo rozumiem, jak wyeksplikować ten pogląd. Czym jest “możliwość generalna”? Bardzo chciałbym zobaczyć jakąś (rzecz jasna wyidealizowaną) próbę formalnego wyjaśnienia tego pojęcia.

Chcę też zauważyć, że sformułowanie “mógł postąpić inaczej” potraktować można jeszcze inaczej. Otóż “mógł” można tu odczytać jako możliwość fizyczną. Myślę, że tak zdefiniowany warunek K jest dla karnistów warunkiem stwierdzenia, że w ogóle mamy do czynienia z czynem. Natomiast w potraktowanie warunku K jako warunku winy prowadzi do jednej z dwóch opcji: albo chodzi tu o możliwość rozumianą deontycznie (tzn. X jest winny, jeśli jego zachowanie jest czynem – tj. miał fizyczną możliwość postąpić inaczej [warunek K jako warunek czynu] – oraz nie postąpił tak, jak powinien był postąpić [warunek K jako warunek winy]), albo jako możliwość “psychologiczną”. Tę drugą oczywiście trudno zdefiniować. Jak rozumiemm, Łukasz uważa, że tę możliwość “psychologiczną” zrozumieć można jedynie wtedy, jeśli postulować będziemy wolną wolę w sensie libertariańskim. Uważam jednak, że jeśli “możliwość”, o której tu mowa, rozumieć deontycznie, to problem taki nie powstaje.

4. Krytyka “dobrego obywatela”. Łukasz krytykuje normatywną koncepcję “dobrego obywatela” z następujących powodów:

– Zwolennicy tej teorii mówią, że “dobry obywatel” ma być “ukształtowany na podobieństwo sprawcy”. W związku z tym, zdaniem Łukasza, jeśli weźmie się pod uwagę wszystkie istotne cechy sprawcy i przeniesie się je na adekwatny model “dobrego obywatela”, to nie bedą się oni różnić pod żadnym istotnym względem. W związku z tym – jeśliby przyjąć kompatybilizm – “dobry obywatel” zawsze postępować będzie tak jak sprawca, a zatem nigdy nie przypiszemy mu winy. Pozostaje jedynie druga droga: libertariańska wolna wola. Uważam jednak, że to rozumowanie nie dowodzi, że teoria normatywna zakłada libertariańsko rozumianą wolną wolę. Z punktu widzenia logiki, każdy przedmiot jest nieskończenie charakteryzowalny. Dlatego nigdy nie będzie tak, że sprawca i jego “dobry” model będą identyczni. A co znaczy, że będą identyczni pod wszystkimi ważnymi względami? To zależy od definicji “ważnych względów”. Łukasz zakłada, że “ważne względy” to te, które determinują takie a nie inne zachowanie. W związku z tym twierdzi, że “dobry obywatel” zawsze postąpi tak samo, jak sprawca. Ale skąd to wie? Karniści, wymieniając elementy, które mamy brać pod uwagę konstruując “dobrego obywatela”, mówią o wieku, płci, wykształceniu itd. Niewątpliwie nie wymieniają więc tych cech, które jednoznacznie determinują zachowanie. Ergo, wniosek Łukasza, że normatyw dobrego obywatela zakłada wolną wolę w sensie libertariańskim, jest fałyszwy. Można na to odpowiedzieć tak: jeśli cechy “przeniesione” ze sprawcy na “dobrego obywatela” nie determinują w pełni jego zachowania, to jak wybrać te cechy? To oczywiście problem dla karnisty; ale problem ten ma też Łukasz w swojej teorii. Cóż bowiem znaczy stwierdzenie definiujące warunek kontroli: “sprawca na ogół może działać zgodnie ze swoimi przekonaniami”? Tu też następuje pewna generalizacja czy idealizacja. “Na ogół” może znaczyć w 51%, w 90%, w 100%. Poza tym: jak to zmierzyć? Problem jest w gruncie rzeczy taki sam, jak w przypadku powiedzenia: porządny obywatel tak by nie zrobił.

– Druga obiekcja Łukasza wobec normatywnej teorii winy dotyczy tego, że nie pozwala ona różnicować stopnia winy. Łukasz twierdzi natomiast, że koncepcja oparta o warunek K na to pozwala: jeśli ktoś ma kontrolę nad swoim zachowaniem to godzi się, że pewne niezależne okoliczości mogą wpłynąć na to, iż jego wina będzie uznana za większą lub mniejszą. Ten argument jest bardzo nieprzekonujący. Wina – w ujęciu teorii normatywnej – rzeczywiście jest “zerojedynkowa”: albo ktoś jest winny, albo nie (choć można by się zastanawiać, czy nie można jej stopniować ze względu na to, jak daleko sprawca odszedł od tego, jak zachowałby się dobry obywatel). Nie widzę jednak, jak teoria Łukasza mogłaby sobie z tym poradzić: albo ktoś ma co do zasady kontrolę nad swoim zachowaniem (i wtedy jest winny), albo nie ma (i jest niewinny). To, o co chodzi Łukaszowi (co zresztą pisze explicite) to nie stopień winy, a stopień dezaprobaty. Stopnień dezaprobaty dla czyjegoś czynu wynika zaś nie tylko z winy, ale także zewnętrznych wobec sprawcy okoliczności (charakteru czynu, wyrządzonej szkody itd.). Łukasz jednak wyraźnie definiuje winę jako stopień dezaprobaty, co zdaje mi się rażącym błędem.

5. W związku z powyższym uważam, że Łukasz nie uzasadnił przekonująco swoich racji. W mojej rekonstrukcji, próbuje on pokazać, że teoria przez niego proponowana jest lepsza od teorii normatywnej ze względu na dwa kryteria: (Kryteirum 1) Stopień spójności z osiągnięciami nauk biologicznych (w tym neuroscience i teorii ewolucji); (Kryterium 2) Siła presupozycji metafizycznych. Wedle Kryterium 1 teoria Łukasza ma być lepsza (jak mniemam), bo bierze pod uwagę nowoczesną teorię emocji. Wydaje mi się jednak, że bierze ją zbyt dosłownie. Mówiąc inaczej: Łukasz redukuje obowiązek, normę moralną czy winę do pewnych emocji (choćby rozumianych w sposób złożony), gdy tymczasem jest to jedna z wielu możliwości powiązania osiągnięć nauk biologicznych z moralnością (etyką). Wedle Kryteirum 2, teoria Łukasza ma być lepsza od normatywnej, gdyż ta druga zakłada libertariańsko rozumianą wolną wolę. Jak próbowałem pokazać w pkt. 3 i 4 wcale tak nie jest. Poza tym, Łukasz nie przeporwadza refleksji nad przyjętymi przez siebie implicite kryteriami. Można by dodać do nich np. kryterium następujące: (Kryterium 3) Operacjonalizowalność. Wedle niego lepsza jest taka teoria winy, którą sędzia może łatwiej zastosować. Wydaje się, że teoria normatywna, nakazująca sędziemu skonstruować model dobrego obywatela, jest łatwiejsza w zastosowaniu od koncepcji Łukasza (a w każdym razie warto ten problem rozważyć).

6. Istotną nowością w podejściu Łukasza jest to, że proponuje, by przypisanie winy całkowicie oddzielić od popełnionego czynu, a związać ze sprawcą. Jest to dla mnie problematyczne. Po pierwsze, nie wydaje mi się, by rozwiązywało to jakiekolwiek problemy (por. wyżej). Po drugie, uważam, że prawo karne radzi sobie dobrze z problemem kontroli zachowań poprzez zastosowanie instytucji okoliczności wyłączających winę. Po trzecie wreszcie, wydaje mi się, że rozwiązanie Łukasza jest całkiem kontrintuicyjne: moja intuicja moralna podpowiada, że przypisanie winy nie może zależeć od przeszłych czynów sprawcy, a tu de facto zależy (bo na jakiejś podstawie musimy zdecydować, czy ktoś co do zasady ma kontrolę nad swoim zachowaniem czy nie).

Przepraszam, jeśli moje uwagi są zbyt skomplikowane: odpowiada to poziomowi skomplikowania krytykowanego tekstu.

BB

Tags:
18/03/2010

UWAGI DO TEKSTU W. ZAŁUSKIEGO “GRANICE NATURALIZACJI ETYKI”

Przedstawiam kilka uwag na marginesie tekstu Wojtka (trudno nazwać to krytyką, wolę więc mówić o uwagach).

  1. Zacznę od tego, z czym się zgadzam. Niewątpliwie zgadzam się z Wojtka krytyką wprowadzania “etycznych granic naturalizacji etyki” (swoją drogą, straszna ta nazwa). Myślę, że argumenty zwolenników takich granic są chybione – zresztą, filozof nie powinien się czymś takim zajmować (nie jego rolą jest mówić nam, co wolno, a co nie wolno robić). W szczególności, tak jak Wojtek, odrzucam pogląd, zgodnie z którym “demistyfikacja” takich pojęć jak podmiot moralny (racjonalny i wolny) mogłaby doprowadzić do zasadniczej zmiany naszych praktyk moralnych. Co jasne, zgadzam się z tym, że wyniki badań biologicznych mogą zostać wykorzystane w psychologii moralności i socjologii moralności.
  2. Moje zastrzeżenia – raczej w formie pytań, niż dobrze uzasadnionych twierdzeń – rodzi natomiast sprzeciw Wojtka wobec wykorzystania osiągnięć nauk biologicznych w metaetyce i etyce normatywnej. W sprawie metaetyki chcę powiedzieć tyle, że uważam większość jej problemów za pseudoproblemy. W szczególności, nie wiem, jakie znaczenie ma dyskusja, czy sądy etyczne (czymkolwiek by były) są “zdaniami w sensie logicznym” czy nimi nie są. Nie zmienia to w rzeczy samej nic – włącznie z możliwością istnienia “logiki norm” (uzasadnienie tego poglądu wymaga dłuższej refleksji nad tym, czym jest logika i w jaki sposób wykorzystuje ona pojęcie prawdziwości). Natomiast nie zgadzam się z Wojtkiem, że biologia nie jest w stanie nam pomóc w odpowiedzi na epistemologiczne i ontologiczne pytania metaetyki. Po pierwsze, uważam za spore nieporozumienie łączenie pytania “semantycznego” z pytaniem “ontologicznym” i “epistemologicznym” (jest to może uzasadnione na gruncie filozofii, która relacje pomiędzy językiem, poznaniem i światem ujmuje tak sympatycznie prosto, jak np. arystotelizm czy kantyzm). Po drugie, dlaczego biologia nie może nic powiedzieć na temat poznania reguł moralnych? Odpowiedź głosząca, że czym innym jest “poznanie” moralne, którym zajmuje się psychologia moralności, a czym innym “poznanie wartości logiczej zdań wyrażających normy etyczne”, prowadzić może mnie jedynie do odrzucenia tej drugiej ewentualności jako pseudoproblemu. Wreszcie, po trzecie, odpowiedź na pytanie ontologiczne uzależniona jest od przyjęcia jakiejś globalnej ontologii (czyli od przyjęcia tego, co ostatnio nazwałem odpowiednim ‘horyzontem ontologicznym’). Takie ontologie mogą być mniej lub bardziej “wspierane” przez ustalenia nauk biologicznych, w szczególności w odniesieniu do bytów “społecznych”, takich jak normy postępowania. I raz jeszcze: twierdzenie, że tym, o czym piszę, zajmuje się psychologia czy socjologia moralności, a w rozważaniach bioetycznych chodzi o jakąś “inną”, “głębszą” ontologię, sprawia, że mam ochotę odrzucić to zagadnienie jako pseudoproblem.
  3. Trudniej nieco sformułować obiekcje pod adresem tezy Wojtka, wedle której biologia nie ma nic do powiedzenia o etyce normatywnej. Na szczęście Wojtek sam dostarcza dobrych argumentów przeciw swojej tezie, pisząc o tym, że biologia może pomóc w unikaniu tzw. moralistic fallacy. W przeciwieństwie do Wojtka nie uważam, że to mało (by może błędnie odczytuję presupozycje jego wypowiedzi). Dodam do tego, że biologia nie może nam dyktować zasad etycznych (zgadzam się więc pełni z zarzutami Wojtka pod adresem etyki ewolucyjnej i neurobiologicznej), ale może powiedzieć dużo na temat twórcy tych zasad; może zatem pomóc wyjaśnić, jak to jest możliwe, że człowiek potrafi formułować kodeksy etyczne, postępować wedle zasad etyki (moralności), rzucić światło na chrakter tych zasad itd. Z teorii naukowych (biologicznych) niewątpliwie nie wynika żaden system etyczny. Ale odpowiednia interpretacja teorii biologicznch może nam pomóc odpowiedzieć na pytanie, czym są takie systemy. Może to już nie jest etyka normatywna; ale w takim razie do jakiej dziedziny rozważań należą te problemy? Do psychologii moralności?
  4. Z tym problemem powiązana jest moja ostatnia uwaga. Myślę, że Wojtek zbyt sztywno trzyma się typologii dyscyplin zaliczanych do etyki. Np. jak podkreślałem, pytania metaetyczne wydają mi się nieciekawe (może z wyjątkiem niewspomnianego przez Wojtka problemu: jak uzasadniać twierdzenia etyczne?). Ponadto zaryzykuję tezę, że kryterium podziału w ramach tej typologii jest takie, że z góry zakłada odpowiedź na pytanie, co można znaturalizować. W tym kontekście wnioski Wojtka są cokolwiek trywialne (nie odnoszę tego do jego krytyki tzw. etycznych granic naturalizacji etyki). Tymczasem – jak pokazują Wotjka uwagi o moralistic fallacy – ciekawie zaczyna być dopiero wtedy, gdy “biologia może namieszać w dziedzinie nienaturalizowalnej”.

BB

Tags:
12/03/2010

REPLIES TO CRITICS

REPLIES TO CRITICS

I would like to thank all the three commentators for their insightful remarks. Let me reply to you in detail.

Replies to Wojtek:

Ad. (1) I believe that Petrażycki’s term ‘essence’ should be interpreted in the Aristotelian sense of the word. There are two arguments that back this interpretation. First, if someone utilizes the classical conception of definition (per genus et differentiam) and treats definitions as real definitions (as opposed to nominal definition) then he is forced to accept that there exist essences in the world. And Petrażycki explicitly states that his aim is to formulate a real definition of law. Second, Petrażycki seeks a science that would be fundamental to law (he claims it is psychology). This is also Aristotelian, although such ideas can be found in other philosophical doctrines, even in the conceptions of the Vienna Circle.

However, I do not claim that Petrażycki embraces Aritotelian metaphysics in toto. He rather (perhaps unconsciously) subscribes to several methodological directives of Aristotle which presuppose certain very general metaphysical theses. The point is that those theses despite being general make the project of providing a naturalistic definition of law untenable.

As to the contemporary incarnation of essentialism, i.e. the notion of natural kinds, I disagree that it has anything to do with science (as Wojtek assumes when telling us that the idea is present “in the philosophical reflection on science”). It i rather an idea that originated in the discussions surrounding such problems as theory of meaning, counterparts, identity, possible worlds etc. It is thus an attempt to explain the working of natural language and some issues in what may be called folk psychology. I belive that contemporary psychology may have something interesting to say about natural kinds. But as for metaphysics, one that is inspired by science, it is unimportant.

Ad. (2) The notion of worldviews is undoubtedly a very general and vague one. I define it as a set of very general theses that form a particular picture of the world. Thus, if I speak of the Aristotelian worldview, I have in mind some fundamental principles Aristotle embraced (like the ideas of logos, the intelligibility of the world, the ideas of substances and accidents, the conception of essences, or teleology), and not the details of the Stagiryte’s doctrines.  If those theses may be rejected (like the idea of substances) then the definitions of law formed within such worldviews are likewise to be rejected. Now, as we speak of rejection of certain philosophical conceptions and not their approval, the more general the rejected theses are the better (the stronger our argument is).

Ad (3) If my reading is sound, Petrażycki defines ‘legal phenomenon’ as a complex mental state, one  that includes the required representations and emotions they cause. It is therefore a mistake to speak of Petrażyki’s definition as identifying law as a kind of emotions.

Ad (4) First, I believe Wojtek does not distinguish between Hart’s definition of law and his definition of a social rule of behaviour. The definition (or better, the description) which utilizes the notions of the external and internal point of views is Hart’s account of social rules (I believe all social rules, including language rules, morality, rationality etc.; Hart draws here on the work of Wittgenstein). Law, in turn, is defined as a set of social rules among which one can distinguish between primary and secondary rules. This interpretational controversy (between Wojtek and me) is crucial. I claim that rules (any rules) have both aspects, internal and external. Wojtek, as I understand, limits this external/internal criterion to legal rules (both of primitive law and contemporary law). By doing so, he decides not to speak of the ontology of other kinds of rules and loses what I deem the ontological horizon.

Second, Wojtek’s reduction of law’s normativity to morality is lacking for various reasons: (a) he reduces some phenomenon A to a phenomenon B, but he falls short of explaining B. Thus, the reduction is unsuccessful; (b) he claims that treating law’s normaivity as sui generis would lead to the naturalistic fallacy. Why? If one does not reduce legal norms to mental states or social interactions, but instead speaks of them as emergent or supervenient entities (with which I agree), one is safeguarded from the fallacy objection. If in the process of emergence some new features, non-reducible to the features of the subvenient entities, appear, why shouldn’t one count normativity (normative force) among them? Moreover, if treating law as a social fact makes one to reject the idea of sui generis normativity of law, then what is morality if it has some normative force. It follows that morality is not a social fact! Why?

(c) Wojtek says one cannot reduce the normativity of law to the normativity of the rules of rationality, claiming that the only option would be to use Kantian practical rationality which is, effectively, a kind of morality. I do not understand this. Why instrumental rationality wouldn’t do? Or some kind of critical rationalism along the lines of Popper’s conceptions? Moreover, if we deem legal rules normative if they constitute objective reasons for action, one should ask how to understand the term ‘reason’? If one wishes to avoid postulating the existence of some sui generis entities (reasons), one should adopt a view which says that reasons are exactly those rules of behaviour which a theory of rationality dictates us to treat as reasons.

Ad (7)  I do not see how the directives 2 and 3 limit the enterprise of naturalizing law. I believe they only say how to naturalize law in a methodologically responsible way. Other naturalization projects (ones that do not fulfill these directives) would simply commit a serious fallacy.

Replies to Aeddan

Ad (1). Petrażycki is wrong, mainly because he utilizes a bad methodology and uses an anachronistic psychology. A different question is, whether one should take emotions into account while defining law. My standpoint is that there may be many different definitions of law. Some of them can take emotions into account, others may disregard emotions. The question is what are the criteria of comparing such definitions. This is a topic for a longer discussion, but I believe that among the criteria there should be the methodological ones. There would also be the criterion of cognitive needs: different definitions may fulfill different cognitive needs. Of course, the presupposition here is that there exists no essence of law.

Ad. (2) An archeological survey is not necessary, but may be helpful for an interesting case study. Basically, what we need is to uncover mechanisms of the emergence of social (including legal) rules. Interesting insights for this are provided by evolutionary theory and neuroscience. However, to paraphrase the famous Kantian dictate, the biological data without philosophy is blind, while philosophy without biological data is empty.

Replies to Łukasz

Ad. (1) Ontological baggage are any philosophical theses which are presupposed either by the method one uses (as in the case of Petrażycki) or by the experimental setting/interpretational scheme one utilizes. I speak of the unrecognized ontological baggage – this is dangerous, as one does not realize that his conclusions are in part determined by the assumptions one unconsciously assumes. This is illustrated by the case of Petrażyki.

Ad. (2) The postulate of nonfoundationism may be trivial, but if so most of the philosophers occupied with defining law missed its triviality (cf. Petrażycki).

Ad. (3) Philosophy is not ‘ontologically’ different than other sciences. However, philosophy is the only science that is capable of adopting a ‘meta-perspective’ (even in its own case). Once this meta-perspective is assumed, one has to do with philosophy (this is an arbitrary definition, but I would defend it). Thus, any reflection that adopts this meta-perspective at least partially, should be considered philosophy. Now, if one wishes to naturalize law one needs to adapt this meta-perspective. Otherwise, if the definition (theory) of law was to follow “logically” from the premises provided by some other science (AI, psychology, neuroscience), one would miss the “ontological baggage” that comes with those premises. This was missed by Petrażycki.

Ad. (4) The problem of the ontological horizon may seem trivial, but I believe that Wojtek’s case shows that if the horizon is not set properly, some solutions appear ‘ex machina’ or seem ad hoc.

I believe moreover that all the four directives ‘result’ from my case studies (as I tried to indicate above).

Ad. (5) To say that legal norms are schemas (frames) or parts thereof would not stand philosophical criticism. This would be a totally unintuitive – or, perhaps better, a fully stipulative – definition of rules. This would not be unprecedented, but of no use anyway.

 BB

Tags:
05/03/2010

Bartosz Brożek, “Some Remarks on the Naturalization of Law”

The paper for the next discussion can be found here.

Tags: