Archive for ‘Comments’

25/03/2010

Recenzja tekstu: Łukasz Kurek, Teorie winy w kontekście biernych postaw

Recenzja tekstu: Łukasz Kurek, Teorie winy w kontekście biernych postaw

Cel:

Autor w ostatnim rozdziale swojej rozprawy doktorskiej stawia szereg interesujących i wartych przedyskutowania tez. Można przyjąć, że w tej części pracy Autor próbuje zrealizować dwa główne cele: (1) zaproponowanie teorii winy opartej na kontroli przewodniej, oraz cel nr (2) krytyka istniejących teorii winy zakładających koncepcję regulatywnej kontroli działania.

Główne tezy:

T1. Możliwość bycia adresatem biernych postaw stanowi normatywne kryterium, które spełnić powinna teoria winy.

T1.1. Emocje moralne, które pojawiają się w odpowiedzi na czyn stanowią ocenę moralną tego czynu.

T1.2. Wina to szczególnego rodzaju ocena moralna czynu w prawie karnym.

T1.3. Czyn może być zawiniony tylko wtedy, gdy sprawca może być adresatem biernych postaw.

T2. Istniejące teorie winy (wykorzystujące normatyw dobrego obywatela) nie spełniają powyższych kryteriów, ponieważ zakładają regulatywną kontrolę działania.

T3. Teoria winy, która spełnia kryteria biernych postaw zakładać musi kontrolę przewodnią działania.

T4. Teoria winy oparta na koncepcji biernych postaw lepiej odpowiada na potoczne intuicje związane z przypisaniem odpowiedzialności, aniżeli teorie winy konstruowane w oparciu  normatyw dobrego obywatela.

Uwagi:

1) Przeprowadzona argumentacja miejscami nie jest jasna. Autor nie wyróżnia ważniejszych założeń, które czyni, od tych mniej ważnych. W pewnym stopniu utrudnia to czytelnikowi właściwy odbiór tekstu.

2) Uwaga wynikająca być może jedynie z ignorancji w zakresie prawa karnego. Czy teorie winy oparte na normatywie dobrego obywatela + instytucje wyłączające przypisanie odpowiedzialności karnej mają dokładnie taki sam efekt praktyczny jak teoria winy oparta o koncepcję biernych postaw?

3) Autor zakłada daleko idący redukcjonizm, gdy utrzymuje, że ocena moralna danego czynu to jedynie treść emocji osób, które mają rozsądzić czy dany czy jest moralny, czy nie. Czy to znaczy, że nasza moralność może zostać zredukowana do treści naszych przeżyć emocjonalnych?

4) Autor dosyć pobieżnie przedstawia koncpecję emocji jako wartościowań (emotions as appraisals). Emocje rzeczywiście zaczynają być rozumiane w neuroscience jako rodzaj wstępnych oszacowań bodźców docierających do podmiotu. Jednakże, przymuje się, że główną rolę odgrywają tutaj procesy, które można nazwać procesami kognitywnymi. To one modelują mechaniczne reakcje emocjonalne na dwa, zaproponowane przez Payne’a i Govoruna, sposoby – “up-front” i “after-the-fact”. Przyjmując taką intepretację “emocji jako wartościowań” okazuje się, że to nie emocje odpowiedzialne są za “przypisywanie odpowiedzialności moralnej”, ale przede wszystkim “rozum”, ponieważ dopiero wyeliminowanie automatyzmu z reakcji emocjonalnych umożliwia przypisanie odpowiedzialności. A za tę eliminację odpowiedzialne są nieświadome procesy kognitywne.

Tags:
18/03/2010

UWAGI DO TEKSTU W. ZAŁUSKIEGO “GRANICE NATURALIZACJI ETYKI”

Przedstawiam kilka uwag na marginesie tekstu Wojtka (trudno nazwać to krytyką, wolę więc mówić o uwagach).

  1. Zacznę od tego, z czym się zgadzam. Niewątpliwie zgadzam się z Wojtka krytyką wprowadzania “etycznych granic naturalizacji etyki” (swoją drogą, straszna ta nazwa). Myślę, że argumenty zwolenników takich granic są chybione – zresztą, filozof nie powinien się czymś takim zajmować (nie jego rolą jest mówić nam, co wolno, a co nie wolno robić). W szczególności, tak jak Wojtek, odrzucam pogląd, zgodnie z którym “demistyfikacja” takich pojęć jak podmiot moralny (racjonalny i wolny) mogłaby doprowadzić do zasadniczej zmiany naszych praktyk moralnych. Co jasne, zgadzam się z tym, że wyniki badań biologicznych mogą zostać wykorzystane w psychologii moralności i socjologii moralności.
  2. Moje zastrzeżenia – raczej w formie pytań, niż dobrze uzasadnionych twierdzeń – rodzi natomiast sprzeciw Wojtka wobec wykorzystania osiągnięć nauk biologicznych w metaetyce i etyce normatywnej. W sprawie metaetyki chcę powiedzieć tyle, że uważam większość jej problemów za pseudoproblemy. W szczególności, nie wiem, jakie znaczenie ma dyskusja, czy sądy etyczne (czymkolwiek by były) są “zdaniami w sensie logicznym” czy nimi nie są. Nie zmienia to w rzeczy samej nic – włącznie z możliwością istnienia “logiki norm” (uzasadnienie tego poglądu wymaga dłuższej refleksji nad tym, czym jest logika i w jaki sposób wykorzystuje ona pojęcie prawdziwości). Natomiast nie zgadzam się z Wojtkiem, że biologia nie jest w stanie nam pomóc w odpowiedzi na epistemologiczne i ontologiczne pytania metaetyki. Po pierwsze, uważam za spore nieporozumienie łączenie pytania “semantycznego” z pytaniem “ontologicznym” i “epistemologicznym” (jest to może uzasadnione na gruncie filozofii, która relacje pomiędzy językiem, poznaniem i światem ujmuje tak sympatycznie prosto, jak np. arystotelizm czy kantyzm). Po drugie, dlaczego biologia nie może nic powiedzieć na temat poznania reguł moralnych? Odpowiedź głosząca, że czym innym jest “poznanie” moralne, którym zajmuje się psychologia moralności, a czym innym “poznanie wartości logiczej zdań wyrażających normy etyczne”, prowadzić może mnie jedynie do odrzucenia tej drugiej ewentualności jako pseudoproblemu. Wreszcie, po trzecie, odpowiedź na pytanie ontologiczne uzależniona jest od przyjęcia jakiejś globalnej ontologii (czyli od przyjęcia tego, co ostatnio nazwałem odpowiednim ‘horyzontem ontologicznym’). Takie ontologie mogą być mniej lub bardziej “wspierane” przez ustalenia nauk biologicznych, w szczególności w odniesieniu do bytów “społecznych”, takich jak normy postępowania. I raz jeszcze: twierdzenie, że tym, o czym piszę, zajmuje się psychologia czy socjologia moralności, a w rozważaniach bioetycznych chodzi o jakąś “inną”, “głębszą” ontologię, sprawia, że mam ochotę odrzucić to zagadnienie jako pseudoproblem.
  3. Trudniej nieco sformułować obiekcje pod adresem tezy Wojtka, wedle której biologia nie ma nic do powiedzenia o etyce normatywnej. Na szczęście Wojtek sam dostarcza dobrych argumentów przeciw swojej tezie, pisząc o tym, że biologia może pomóc w unikaniu tzw. moralistic fallacy. W przeciwieństwie do Wojtka nie uważam, że to mało (by może błędnie odczytuję presupozycje jego wypowiedzi). Dodam do tego, że biologia nie może nam dyktować zasad etycznych (zgadzam się więc pełni z zarzutami Wojtka pod adresem etyki ewolucyjnej i neurobiologicznej), ale może powiedzieć dużo na temat twórcy tych zasad; może zatem pomóc wyjaśnić, jak to jest możliwe, że człowiek potrafi formułować kodeksy etyczne, postępować wedle zasad etyki (moralności), rzucić światło na chrakter tych zasad itd. Z teorii naukowych (biologicznych) niewątpliwie nie wynika żaden system etyczny. Ale odpowiednia interpretacja teorii biologicznch może nam pomóc odpowiedzieć na pytanie, czym są takie systemy. Może to już nie jest etyka normatywna; ale w takim razie do jakiej dziedziny rozważań należą te problemy? Do psychologii moralności?
  4. Z tym problemem powiązana jest moja ostatnia uwaga. Myślę, że Wojtek zbyt sztywno trzyma się typologii dyscyplin zaliczanych do etyki. Np. jak podkreślałem, pytania metaetyczne wydają mi się nieciekawe (może z wyjątkiem niewspomnianego przez Wojtka problemu: jak uzasadniać twierdzenia etyczne?). Ponadto zaryzykuję tezę, że kryterium podziału w ramach tej typologii jest takie, że z góry zakłada odpowiedź na pytanie, co można znaturalizować. W tym kontekście wnioski Wojtka są cokolwiek trywialne (nie odnoszę tego do jego krytyki tzw. etycznych granic naturalizacji etyki). Tymczasem – jak pokazują Wotjka uwagi o moralistic fallacy – ciekawie zaczyna być dopiero wtedy, gdy “biologia może namieszać w dziedzinie nienaturalizowalnej”.

BB

Tags:
12/03/2010

REPLIES TO CRITICS

REPLIES TO CRITICS

I would like to thank all the three commentators for their insightful remarks. Let me reply to you in detail.

Replies to Wojtek:

Ad. (1) I believe that Petrażycki’s term ‘essence’ should be interpreted in the Aristotelian sense of the word. There are two arguments that back this interpretation. First, if someone utilizes the classical conception of definition (per genus et differentiam) and treats definitions as real definitions (as opposed to nominal definition) then he is forced to accept that there exist essences in the world. And Petrażycki explicitly states that his aim is to formulate a real definition of law. Second, Petrażycki seeks a science that would be fundamental to law (he claims it is psychology). This is also Aristotelian, although such ideas can be found in other philosophical doctrines, even in the conceptions of the Vienna Circle.

However, I do not claim that Petrażycki embraces Aritotelian metaphysics in toto. He rather (perhaps unconsciously) subscribes to several methodological directives of Aristotle which presuppose certain very general metaphysical theses. The point is that those theses despite being general make the project of providing a naturalistic definition of law untenable.

As to the contemporary incarnation of essentialism, i.e. the notion of natural kinds, I disagree that it has anything to do with science (as Wojtek assumes when telling us that the idea is present “in the philosophical reflection on science”). It i rather an idea that originated in the discussions surrounding such problems as theory of meaning, counterparts, identity, possible worlds etc. It is thus an attempt to explain the working of natural language and some issues in what may be called folk psychology. I belive that contemporary psychology may have something interesting to say about natural kinds. But as for metaphysics, one that is inspired by science, it is unimportant.

Ad. (2) The notion of worldviews is undoubtedly a very general and vague one. I define it as a set of very general theses that form a particular picture of the world. Thus, if I speak of the Aristotelian worldview, I have in mind some fundamental principles Aristotle embraced (like the ideas of logos, the intelligibility of the world, the ideas of substances and accidents, the conception of essences, or teleology), and not the details of the Stagiryte’s doctrines.  If those theses may be rejected (like the idea of substances) then the definitions of law formed within such worldviews are likewise to be rejected. Now, as we speak of rejection of certain philosophical conceptions and not their approval, the more general the rejected theses are the better (the stronger our argument is).

Ad (3) If my reading is sound, Petrażycki defines ‘legal phenomenon’ as a complex mental state, one  that includes the required representations and emotions they cause. It is therefore a mistake to speak of Petrażyki’s definition as identifying law as a kind of emotions.

Ad (4) First, I believe Wojtek does not distinguish between Hart’s definition of law and his definition of a social rule of behaviour. The definition (or better, the description) which utilizes the notions of the external and internal point of views is Hart’s account of social rules (I believe all social rules, including language rules, morality, rationality etc.; Hart draws here on the work of Wittgenstein). Law, in turn, is defined as a set of social rules among which one can distinguish between primary and secondary rules. This interpretational controversy (between Wojtek and me) is crucial. I claim that rules (any rules) have both aspects, internal and external. Wojtek, as I understand, limits this external/internal criterion to legal rules (both of primitive law and contemporary law). By doing so, he decides not to speak of the ontology of other kinds of rules and loses what I deem the ontological horizon.

Second, Wojtek’s reduction of law’s normativity to morality is lacking for various reasons: (a) he reduces some phenomenon A to a phenomenon B, but he falls short of explaining B. Thus, the reduction is unsuccessful; (b) he claims that treating law’s normaivity as sui generis would lead to the naturalistic fallacy. Why? If one does not reduce legal norms to mental states or social interactions, but instead speaks of them as emergent or supervenient entities (with which I agree), one is safeguarded from the fallacy objection. If in the process of emergence some new features, non-reducible to the features of the subvenient entities, appear, why shouldn’t one count normativity (normative force) among them? Moreover, if treating law as a social fact makes one to reject the idea of sui generis normativity of law, then what is morality if it has some normative force. It follows that morality is not a social fact! Why?

(c) Wojtek says one cannot reduce the normativity of law to the normativity of the rules of rationality, claiming that the only option would be to use Kantian practical rationality which is, effectively, a kind of morality. I do not understand this. Why instrumental rationality wouldn’t do? Or some kind of critical rationalism along the lines of Popper’s conceptions? Moreover, if we deem legal rules normative if they constitute objective reasons for action, one should ask how to understand the term ‘reason’? If one wishes to avoid postulating the existence of some sui generis entities (reasons), one should adopt a view which says that reasons are exactly those rules of behaviour which a theory of rationality dictates us to treat as reasons.

Ad (7)  I do not see how the directives 2 and 3 limit the enterprise of naturalizing law. I believe they only say how to naturalize law in a methodologically responsible way. Other naturalization projects (ones that do not fulfill these directives) would simply commit a serious fallacy.

Replies to Aeddan

Ad (1). Petrażycki is wrong, mainly because he utilizes a bad methodology and uses an anachronistic psychology. A different question is, whether one should take emotions into account while defining law. My standpoint is that there may be many different definitions of law. Some of them can take emotions into account, others may disregard emotions. The question is what are the criteria of comparing such definitions. This is a topic for a longer discussion, but I believe that among the criteria there should be the methodological ones. There would also be the criterion of cognitive needs: different definitions may fulfill different cognitive needs. Of course, the presupposition here is that there exists no essence of law.

Ad. (2) An archeological survey is not necessary, but may be helpful for an interesting case study. Basically, what we need is to uncover mechanisms of the emergence of social (including legal) rules. Interesting insights for this are provided by evolutionary theory and neuroscience. However, to paraphrase the famous Kantian dictate, the biological data without philosophy is blind, while philosophy without biological data is empty.

Replies to Łukasz

Ad. (1) Ontological baggage are any philosophical theses which are presupposed either by the method one uses (as in the case of Petrażycki) or by the experimental setting/interpretational scheme one utilizes. I speak of the unrecognized ontological baggage – this is dangerous, as one does not realize that his conclusions are in part determined by the assumptions one unconsciously assumes. This is illustrated by the case of Petrażyki.

Ad. (2) The postulate of nonfoundationism may be trivial, but if so most of the philosophers occupied with defining law missed its triviality (cf. Petrażycki).

Ad. (3) Philosophy is not ‘ontologically’ different than other sciences. However, philosophy is the only science that is capable of adopting a ‘meta-perspective’ (even in its own case). Once this meta-perspective is assumed, one has to do with philosophy (this is an arbitrary definition, but I would defend it). Thus, any reflection that adopts this meta-perspective at least partially, should be considered philosophy. Now, if one wishes to naturalize law one needs to adapt this meta-perspective. Otherwise, if the definition (theory) of law was to follow “logically” from the premises provided by some other science (AI, psychology, neuroscience), one would miss the “ontological baggage” that comes with those premises. This was missed by Petrażycki.

Ad. (4) The problem of the ontological horizon may seem trivial, but I believe that Wojtek’s case shows that if the horizon is not set properly, some solutions appear ‘ex machina’ or seem ad hoc.

I believe moreover that all the four directives ‘result’ from my case studies (as I tried to indicate above).

Ad. (5) To say that legal norms are schemas (frames) or parts thereof would not stand philosophical criticism. This would be a totally unintuitive – or, perhaps better, a fully stipulative – definition of rules. This would not be unprecedented, but of no use anyway.

 BB

Tags:
05/03/2010

Uwagi do tekstu: A. Shaw, Neuroscience and Moral Philosophy: Applications and Exaggerations.

Uwagi do tekstu: A. Shaw, Neuroscience and Moral Philosophy: Applications and Exaggerations.

Autor podjął się zanalizowania w swojej przyszłej pracy niezwykle ciekawego zagadnienia, czyli związków pomiędzy moralnością i neuroscience. Od innych tekstów dotyczących tego tematu praca Autora odróżnia się interesującą perspektywą, z której związki będą badane związki pomiędzy nauką i moralnością. Już w pierwszy zdaniu wstępu (Intro) ujawnia główny pomysł swoich badań. Mianowicie, moralność z punktu widzenia nauk biologicznych będzie analizowana przez skonstruowanie (każdorazowo) wizji natury ludzkiej zakładanej przez różne systemy moralne z wizją natury człowieka, która zaczyna pojawiać się wraz z rozwojem neuroscience. Ten pomysł jest zdecydowanie najmocniejszym punktem pracy.

Krótkie streszczenie

W pierwszej części (“Moralities” and shifting conceptions of human nature) Autor omawiać będzie trzy grupy teorii moralnych i połączone z nimi koncepcje natury ludzkiej, są nimi koncepcje: (1) Klasyczne, (2) Scholastyczne/Religijne, (3) Oświeceniowe. W przypadku filozofów klasycznych centralnym pojęciem będzie pojęcie eudajmonii (Platon, Arystoteles, Stoicy). Z kolei analizy natury ludzkiej nazwane przez Autora Scholastycznymi/Religijnymi będą mocno uproszczone – jak sam Autor uczciwie zaznacza – oraz prowadzone głównie w oparciu o interpretację genezy i funkcji Siedmiu Grzechów Głównych i Dziesięciu Przykazań. Koniec części pierwszej to dwie, oświeceniowe wizje człowieka w systemach moralnych: (1) Kant/Locke – czyli prymat rozumu, (2) Hume/Smitch – zmiana wizji Kantowskiej poprzez dodanie do rozumu emocji i to im przyznanie pierwszorzędnej roli w formułowaniu sądów moralnych.

Druga część pracy (Neuroscientific Findings in relation to philosophical thories) polegać będzie na odniesieniu wyników rozważań w części pierwszej do relewantnych badań z zakresu neuroscience. Nie wiedzieć jednak czemu, kolejność pracy zostaje odwrócona i tym razem zaczynamy od Oświecenia, gdzie koncepcja Kanta/Smitha jest porównana z teorią modułu normatywnego zaproponowanej przez Damasio i Hausera. A prace Hume’a/Smitcha z pracami poświęconymi roli emocji w sądach normatywnych (Haidt), neuronom lustrzanym i reciprocity. Człowiek Scholastyczno/Religijny również znajduje potwierdzenie z neuroscience (Tancredi i wrodzone unikanie SGG etc.). Ostatnim punktem tej części jest więc Człowiek Klasyczny. Trzecia część pracy – Implikacje – zawiera podsumowanie dotychczasowych analiz przeprowadzonych przez Autora w poprzednich częściach tekstu, a także uwagę kilka interesujących wniosków do których odniosę się w Uwagach.

Uwagi

  1. Pomysł porównania koncepcji człowieka w neuroscience z wizjami natury ludzkiej różnych systemów moralnych jest na pewno wart przedyskutowania. Konkretne pytanie jakie się tutaj może pojawić będzie dotyczyło możliwości skonstruowania trzech ujęć natury ludzkiej (klasycznej, scholastycznej i oświeceniowej), które nie będą zbytnimi uproszczeniami. Pisanie o człowieku tylko w kontekście eudajmonii u Arystotelesa może być lekkim zafałszowaniem (zresztą Autor zdaje sobie z tego sprawę pisząc o koncepcji stoików jako lepszej, ponieważ nie dźwiga ona – w przeciwieństwie do Arystotelesowskiej – bagażu metafizycznego. No właśnie, czy na pewno nie dźwiga?
  2. Temat pracy może okazać się nieadekwatny – rozważania o wbudowanych skłonnościach do unikania zachowań zakazanych przez SGG, reciprocity, a nawet o neuronach lustrzanych wskazują na badania z zakresu teorii ewolucji a nie jedynie z neuroscience jak sugeruje tytuł pracy. Być może warto przemyśleć zmianę tytułu na coś takiego: Biological Sciences and Moral Philosophy: Applications and Exaggerations.
  3. W części drugiej pracy, a zwłaszcza w punkcie poświęconym klasycznym filozofom pojawiają się największe luki. Zdecydowanie za mało wyraźnie nakreślony jest tutaj klasyczny obraz człowieka i stosunkowo niejasno opisane zostały problemy wynikające z jego skontrastowania z naukami biologicznymi.
  4. Ostatnia część pracy wydaje się być niespójną z poprzednimi. Trudno zrozumieć dlaczego w tekście o moralności odnaleźć możemy przykłady tzw. philosophy in action w formie: neuroscience based lie detectors i  dyskusji nad charakterem kary w prawie karnym.
  5. Ponadto, uwaga, że prawie każdy system moralny (a więc prawie każdy obraz człowieka) może zostać wsparty wynikami badań empirycznych jest tylko częściowo prawdą. Należy raczej powiedzieć, że twierdzenia moralne różnych systemów mogą odnajdywać potwierdzenie w naukach biologicznych. Nie zmienia to faktu, że jedne mogą być potwierdzane mocniej, a drugie słabiej. Dlatego też obraz człowieka w moralności różnych wieków może być mniej lub bardziej adekwatny z punktu widzenia współczesnej nauki. A to jest już ciekawym wynikiem badawczym.
Tags:
22/02/2010

Undecidability and Intractability in Theoretical Physics (1985)

S. Wolfram,

Physical Review Letters 54 (1985) 735-738.

Abstract

The paper was published in 1985, long before the most important work of Stephen Wolfram was accomplished, A New Kind of Science. It is not only the book, but also the very wide, comprehensive and multidisciplinary program, which according to the author’s intentions, should essentially change the way in which science is practiced. The book covered most of the ideas previously expressed in the separate papers and the author himself confessed that it is better to read the book, and not the articles. Nevertheless there are at least two reasons why the text is still interesting: It touches the crucial problems of computation in modern physics and it is much shorter than the corresponding chapter of the book (“Fundamental Physic” – about 100 pages).

According to Wolfram, there is close correspondence between physical processes and computations. At least we can say that physical processes seem to be computable and theoretical physic aims to discover and properly formulate those algorithms that represent those processes. Algorithms however would be useless if we didn’t discover the “shortcuts” i.e. the equations or set of equations which describes the particular physical process and let us input the initial data to obtain the results. It is almost commonly accepted among the physicist that such shortcuts are common in the nature and we should continue looking for them. The Wolfram thesis is different.

Comparing the physical process to computer, Wolfram argues, that there are computations, normally executed on the computer, which are “irreducible”. Irreducibility means, that although we know the “program”, i.e. the instructions which are uploaded to the computer in order to conduct the computations, we cannot predict the result by the kind of shortcut, but we have to execute the whole computation step by step. Computation irreducibility is common in mathematics and in computation theory, but Wolfram claims that it is also common in theoretical physic, although has not been noticed so far.

Wolfram distinguishes three kinds of problems, which can be submit to the “universal computer” in order to get the solution: The first are denoted P, and they represent the level of complexity (in terms of space and time) which makes them decidable. The second, PSPACE, are those that can be solved with polynomial storage capacity, but may require exponential time, and so are in practice effectively intractable. The third NP, consist in identifying, among an exponentially large collection of objects, those with some particular, easily testable property. The computer that could follow arbitrarily many computational paths, could solve such problems in polynomial time. For actual computers, those problems are undecidable. According to Wolfram computation irreducibility may be widespread, even (or may be particular) among the systems with very simple structure. Cellular automata constitutes the best examples. Very simple instruction coded in the automaton may lead to the irreducibly complex structure.

Do we have an examples of such structures in physical systems? Wolframs argues that we do, and points the following examples: electric circuits, hard-sphere gases with obstructions, networks of chemical reactions, chaotic dynamical systems. Minimum energy conformation for a polymer is in general NP-complete with respect to its length. Finding a configuration below a specified energy in a spin-glass with particular couplings is similarly NP-complete. The examples can be multiplied. Wolfram expresses in fact the most important suspicion: It may occur that systems that are computationally reducible, and the so called “shortcuts”, which have been discovered so far are very rare examples of structures in the world.

Commentary

The observation that in computer theory and in mathematic we do meet problems which are undecidable or intractable is not new. We know about it at least since Gödel formulated his famous theorems or since Turing presented his conception of universal computer. However the thesis, that those unsolvable problems represent the systems actually existing in the physical world is something new. New, seems to be also the suspicion that the theory of cellular automata can be the closest representation of such a systems. Both hypothesis are also quite courageous. Why courageous? Because they seem to be very hard to proof or even to make it probable. When scientists find the shortcut which solves the significant set of problems, the only thing that can be said is that there exists solvable, computational reducible problems in nature. The thesis, that the whole nature has that special feature, that can be described by the computationally reducible processes is an extrapolation. The adverse experience, so that we conclude, that there are processes, for which the fitted shortcut has not been found yet, although many tries,  don’t even let us extrapolate about the computationally irreducible problems in nature. This seems to be purely philosophical speculation and I can hardly imagine what kind of facts could falsify the hypothesis. Nevertheless it still very interesting and worth considering, especially as it goes against the wave. The another problem is, if on the basis of such a suspicions, we can really construct a new kind of science.

Tags:
19/02/2010

Re: Uwagi do tekstu: “L.Lazarz, Ignorance is bless. Ograniczenia wpływu nauk poznawczych na dziedziny normatywne.”

Jeszcze przed spotkaniem chciałbym odnieść się do głównego zarzutu wobec tekstu. Jak rozumiem chodzi o zarzut związany charakterystyką wiedzy i przypisaniem jej deterministycznego charakteru. Chciałbym rozróżnić wstępnie dwie kwestie.

(1)   Recenzent płynnie zamienia wywody o charakterze wiedzy na wywody dotyczące sposobu funkcjonowania umysłu. Specjalnie staram się pisać o wiedzy a nie o świecie jakim on jest, ponieważ są to dwie różne rzeczy. Nie piszę o funkcjonowaniu umysłu, czy szerzej świata (przypisując mu deterministyczny charakter) tylko o charakterystyce wiedzy, a postrzegam te dwie rzeczy jako zupełnie różne. Nie przesądzam w tej pracy jaki świat jest (deterministyczny czy nie) tylko o tym jak nam się ten świat jawi w tym co nazywamy wiedzą o świecie. Czyli nie traktuje o (świecie) tylko o (świecie + sposób ekstrakcji uogólnionej informacji o świecie z perspektywy poznawczych mechanizmów budowania wiedzy = reprezentacja świata w naszych umysłach). TO ostatnie jest ntak naprawdę jedynym dostępnym nam światem. Od poznawczej soczewki nie ma ucieczki.

(2)   Po drugie nieudolnie unikam pojęcia determinizmu (staram się pisać gdzie tylko  możliwe o STOPNIU WYMUSZANIA STANÓW RZECZY) ponieważ nawet jeśli traktuję nie o świecie a tylko o jego umysłowej reprezentacji to niekoniecznie używam terminu determinizm w klasycznym rozumieniu tego słowa. Nie chcę tracić miejsca na wywodu związane z determinizem, ale tak jak klasycznie go rozumiem, bardziej dotyczy koncepcji, z którą wiąże się przypisanie danym przyczynom jednoznacznych skutków. Np. Spinoza wykluczył w świecie istnienie przypadku i wolności. Używając pojęcia determinizm mam na myśli sytuację, w której dopuszczam, że nie potrafimy przewidzieć określonego skutku, ale jeśli posiadamy jakąś wiedzę to przynajmniej potrafimy szacowac pradopodobieńśtwo jego wystąpienia. W tym znaczeniu fundamentalne znaczenia ma właśnie przypadek, co stoi w sprzeczności z poglądami głoszonymi przez wielu deterministów (przynajmniej ich część)  a nie stoi w moim przekonaniu z interpretacjami wynikającymi z mechaniki kwantowej (zasad nieoznaczoności Heisenberga). Konia z rzędem dla tego kto poda mi przypadek uogólnionej wiedzy, które nie będzie mówiła, że pewien stan rzeczy wymusza (w takim czy innym stopniu) na inny stan rzeczy.

Taka interpretacja wiedzy powoduje, że jeśli mówimy o wiedzy o umyśle, to wiemy, że jakieś stany rzeczy określają przynajmniej prawdoponieńśtwo wystąpienia innych stanów rzeczy (np. zachowania). CO się dzieje między tymi „widełkami”, czy w ramach tych widełek jest wolna wola to sprawa wtórna, ale jeśli mamy wiedzę o mechanizmach podejmowania decyzji to jest ona (w świetle posiadanej wiedzy) jakoś tam determinowana (przynajmniej w części). Konkluzją artykułu jest stwierdzenie, że nawet taka sytuacja jest dla nas nie do zaakceptowania z przyczyn stojącących u podstaw systemów normatywnych. Nie stać nas na takie rozmycie kwestii wolnejwoli (ale niekoniecznie jej wykluczenie) bo prowadziłoby to to rozmycia min. kwestii odpowiedzialności.

ŁŁ

Tags:
18/02/2010

Uwagi do tekstu: “L.Lazarz, Ignorance is bless. Ograniczenia wpływu nauk poznawczych na dziedziny normatywne.”

Celem pracy, zgodnie z jej tytułem, jest prezentacja stanowiska, zgodnie z którym wpływ nauk poznawczych na nauki normatywne jest mocno ograniczony.

Struktura pracy, w dużym skrócie, przedstawia się w sposób następujący: Autor zaczyna od uwag dotyczących deterministycznego charakteru wiedzy, następnie przechodzi do problemu nieprzyznawania statusu naukowości pewnym dziedzinom wiedzy z powodu konfliktu potrzeb (kosztów społecznych), następnie zaś pojawiają się szczegółowe analizy związane z ograniczeniami wpływu nauk poznawczych na nauki prawne.

Autor pracy dopuszcza się pewnych nieprecyzyjnych sformułowań. Mianowicie, w początkowych fragmentach tekstu dokonuje przeformułowania problemu z kwestii „wpływu nauk poznawczych na dziedziny normatywne„ na następujący: „wpływ wiedzy o umyśle na społeczeństwo.” Nie jest to jedynie prosta zmiana terminologiczna ponieważ zmienia się wraz z nią także przedmiot pracy. Nie jest to bowiem tekst – jak mógłby sugerować jego tytuł – o metodologicznych przeszkodach oddziaływania nauk poznawczych na nauki normatywne, a jedynie tekst o możliwych zagrożeniach dla nauk normatywnych związanych z przyjęciem pewnej koncepcji umysłu.

Po drugie, nie bardzo wiadomo w jakim kontekście używane jest pojęcie „umysłu” oraz co ono właściwie znaczy, a przecież jest ono kluczowe dla struktury argumentacji i oceny siły argumentów.

Jeżeli chodzi o strukturę tekstu można powiedzieć, że nie jest ona do końca oczywista. Mianowicie poświęcanie tak dużej ilości miejsca pewnej koncepcji wiedzy sprawia, że właściwa argumentacja pojawia się stosunkowo późno. Co więcej, fragment o wiedzy jest napisany niejasno, wręcz hasłowo, co stanowi przeszkodę w jego właściwym odbiorze a także ocenie tej części pracy.

Pod koniec tego fragmentu znajdują się uwagi o deterministycznym charakterze ludzkiej wiedzy, jako zbiorze „informacji dotyczących stopnia wymuszania jednych stanów rzeczy przez inne.” Wydaje się, że zostały pomieszane tutaj dwa porządki: (1) sposobu w jaki funkcjonuje nauka, (2) oraz jej interpretacji. Mianowicie, nauka nie jest deterministyczna, jedynie można przyjmować jej deterministyczną interpretację (a raczej deterministyczną interpretację świata fizycznego), ale można przyjąć również koncepcję przeciwną (pojawiają się wszakże indeterministyczne koncepcje umysłu budowane w horyzoncie osiągnięć mechaniki kwantowej). Argument za deterministycznym charakterem wiedzy jest więc argumentem filozoficznym, a nie pewnikiem wynikającym ze sposobu w jaki naukowcy próbują odczytywać świat.

W następnym punkcie pracy Autor stawia następujące pytanie: czy sam charakter wiedzy, która zostaje osiągnięta przez środowisko naukowe pomimo zaspokojenia potrzeb poznawczych może nieść ze sobą koszty zbyt duże do zapłacenia w danym momencie? Innymi słowy, czy zawsze powinniśmy zaspokajać własne potrzeby poznawcze?

Odpowiedź na powyższe pytanie, zwłaszcza w świetle nauk normatywnych, brzmi “nie”. Otóż w pracy zostaje postawiona teza, że deterministyczne wizje umysłu zaaplikowane do siatki pojęciowej prawa sprawią, że koszta tej aplikacji będą zbyt wielkie do poniesienia. W tym miejscu wypada zgodzić się z Autorem, chociaż może to być nie taka akceptacja, o którą Autorowi chodzi. Przedstawione w pracy argumenty nie przekreślają możliwości wykorzystania osiągnięć nauk poznawczych w naukach prawnych, raczej pokazują możliwą sprzeczność pomiędzy deterministyczną wizją umysłu a założeniami „dziedzin normatywnych”. Co więcej, tezy formułowane na gruncie kognitywistyki czy też neuronauk są tezami filozoficznymi, interpretacjami pewnych  faktów, są tak mocne, jak mocna jest argumentacja, która za nimi stoi. W przypadku deterministycznej wizji umysłu argumentacja ta nie wydaje się być przekonywująca.