Archive for ‘Comments’

13/01/2012

Comments on Wojciech Załuski’s paper ‘On the Applicability of Evolutionary Anthropology in Legal and Moral Philosophy’

1. In his characteristically lucid and skillfully grounded paper Wojciech claims (1) that evolutionary anthropology (understood as a nontrivial view of human nature mainly based on evolutionary psychology) can be used fruitfully in the analysis of some questions of legal philosophy, and (2) that the relevance of evolutionary anthropology for moral philosophy is very limited. These claims strike one as being quite counterintuitive: after all, the issue of how natural selection has shaped our sense of morality, moral behavior, and moral intuitions is a rather heatedly debated topic, at least among philosophers and evolutionary psychologists. The prevailing view on this problem is that homo sapiens possesses at least a minimal innate moral competence, which is of an evolutionary origin. On the other hand, positive law, conferred by an act of legislation, seems to be of a much more conventional nature than morality. It follows that our sense of legality, legal behavior, and legal intuitions do not rest upon some hard-wired dispositions shaped by evolution. They seem to be influenced by the necessity to resolve in an efficient way some important issues which were absent in ancestral environments (e.g. legitimacy of state coercion, limitations of public power, contractual obligations).

read more »

Advertisements
Tags:
31/03/2011

What difference representaion

Zamieściłem omówienie badań przeprowadzonych na Havardzie a dotyczących skuteczności pomocy prawnej: What difference representation. Gdyby ktoś był zainteresowany to umieszczam również  (What Difference Representation) oryginalny raport z tychże badań. Jest on jednak dość obszerny.

Tags:
24/02/2011

Recenzja tekstu Umysł i normatywność…

Pracę Umysł i normatywność… cechuje duża syntetyczność prowadzonych rozważań. Ten sposób prezentacji ma swoje wady i zalety. Celem tekstu jest prezentacja możliwie najszerszego spectrum perspektyw badawczych, które można wykorzystać– zdaniem Autora – w badaniach nad zjawiskiem normatywności.

W pracy znajdują się fragmenty poświęcone filozofii umysłu, psychologii, informatyce, cybernetyce, „starej nauce o umyśle”, sztucznej inteligencji, psychologii poznawczej, neurobiologii i współczesnej nauce o umyśle. W przypadku wielu z tych wątków Autor odnosi się także do historii tych dyscyplin, ich ustaleń oraz metodologii.

Wypada zauważyć, że to co w zamierzeniu Autora uchodzić mogło za zaletę – czyli jej syntetyczność – w wyniku braku dyscypliny naukowej szybko może zmienić się w wadę. Ma to miejsce na przykład wtedy, gdy pod szyldem „ustalenia psychologii” czytelnik odnaleźć może jedynie kilka uwag ogólnych. Przedstawienie zaś „całej” (?) historii neurobiologii, psychologii, czy współczesnej nauki o umyśle na mniej niż jednej stronie dla każdej z tych dyscyplin musi budzić sprzeciw. Tego typu skrótowość cechuje całą strukturę tekstu i źle wypływa na jego odbiór.

Podsumowując tę część należy stwierdzić, że w pracy rzeczywiście starano się przedstawić możliwie najszerszą perspektywę naukową, niestety sposób w jaki tego dokonano pozostawia wiele do życzenia – zwłaszcza gdy chodzi o precyzję rozważań.

Umysł i normatywność… ma stanowić, jak już to zostało powiedziane, punkt wyjścia w dyskusjach związanych z metodologicznymi aspektami wykorzystania nauk o umyśle w rozwiązaniu zagadki normatywności. Problem jednak w tym, że Autor zasadniczo w ogóle nie odnosi się do problemu normatywności – nie określa w pracy, czym jest dla niego to zjawisko i jak je rozumie. Co więcej, pojęcie „normatywność” (w różnych odmianach) pojawia się w dokładnie trzy razy: dwa razy w tytule i raz w tytule punktu pierwszego. Trudno więc uznać, że tekst ten rzeczywiście mówi nam coś o normatywności. Wydaje się więc, że tytuł jest nieadekwatny do treści i należy go zmienić.

W samym tekście można odnaleźć wiele miejsc, nad którymi trudno przejść do porządku dziennego i do których Autor powinien się odnieść. Jednym z nich jest np. stwierdzenie, że „każda refleksja filozoficzna z perspektywy dzisiejszej nauki była de facto refleksją dotyczącą ludzkiego umysłu.” Otóż, nie każda. Tego typu stwierdzenia sprawiają, że czytelnik zastanawia się czym dla Autora jest filozofia i czym jest „umysł”. Takich fragmentów w pracy jest więcej.

Ostatnią rzeczą do której chciałbym się odnieść jest pewna apodyktyczność pojawiająca się między wierszami pracy. Autor przyjmuje wyraźne stanowisko filozoficzne i wygłasza – w pewnym sensie – ex cathedra swe twierdzenia jako oczywiste (np. rozstrzygając problem bytów emergentnych, kontrowersje związane z pojęciem superweniencji). Dobitnym tego przykładem jest odwołanie się do słów prof. Turskiego mających – podobno – świadczyć, że nie przyjęcie określonych stanowisk filozoficznych (których sam Autor jest zwolennikiem) ma podłoże psychologiczne i wiąże się z „bezpieczeństwem” psychicznym. Tego typu argumenty (?) erystyczne w pracy naukowej nie powinny się znajdować.

Na koniec chciałbym przeprosić za ogólny charakter niniejszej recenzji. Jednakowoż jest on wynikiem wysokiego stopnia ogólności tekstu recenzowanego.

Tags:
18/11/2010

Recenzja ,,Obrony antynaturalizmu” M. Gorazdy (rozdziały I-III)

I. Rekonstrukcja poglądów:

1. Rozdział I ,,Naturalizm i antynaturalizm w filozofii”

a) pierwsza część rozdziału to rozważania dotyczące różnych postaci naturalizmu. Marcin podnosi, iż geneza naturalizmu sięga filozofii starożytnej, w której natura była pojmowana jako przedmiot poznania odrębny od podmiotu poznającego, a prawa nią rządzące uznawane były za konieczne. Natura traktowana więc była mechanicystycznie i materialistycznie,

b) dalej, dyskutowany jest naturalizm społeczny, który mechanicystycznie oraz materialistycznie traktuje człowieka. Człowiek jest częścią przyrody, i jako taki podlegać musi jej prawom. Radykalną wersję naturalizmu społecznego zaproponował Comte, który podnosił, iż prawa socjologii mają charakter konieczny podobny do praw fizyki. Marcin podnosi też, iż naturalizm będzie przez niego rozumiany tak, jak definiuje go A. Grobler, a więc jako pogląd, według którego ,,wzory metodologiczne” wykorzystywane w naukach przyrodniczych, mogą być wykorzystane również i w naukach społecznych. Wzory te umożliwiają przewidywanie i wyjaśnianie zjawisk.

c) w kolejnej części rozdziału I, Marcin omawia zagadnienie naturalizmu w filozofii umysłu, relację naturalizm-supernaturalizm (transcendentalizm), naturalizm metodologicznego (wedle którego istnieje ciągłość pomiędzy filozofią a nauką) oraz naturalizm w naukach normatywnych,

d) rozdział zakończony jest prezentacją tezy, którą Marcin zamierza bronić w dalszej części pracy. Teza ta wyraża, iż ,,istnieją takie zachowania ludzkie, które nie poddają się naukowemu wyjaśnianiu lub też uzyskane wyniki są krótkotrwałe (są falsyfikowane przez kolejne dane empiryczne).

2. Rozdział II ,,Założenia teoriopoznawcze czyli o granicach poznania w ogólności”

a) Marcin stwierdza, iż Arystotelesa poglądy na naturę poznania są najbardziej powszechne. Dlatego podejmuje się ich przedstawienia. Szczególne znaczenie ma zwłaszcza ,,optymizm” Arystotelesa w kwestii poznania. Optymizm ten polega na tym, iż Stagiryta wydaje się zakładać, iż nasze zdolności poznawcze, przynajmniej w kwestii poznania naukowego, nie mogą napotkać na jakieś granice. Marcin wskazuje również na cztery cechy arystotelejskiego schematu poznania: (1) przekonanie o istnieniu materialnego (przynajmniej w części) świata zewnętrznego; (2) istnienie zasad świata zewnętrznego; (3) dążenie do poznania jest dla człowieka naturalne; (4) poznanie jest możliwe dzięki doświadczeniu zmysłowemu, jak i intelektowi.

b) poznawczy optymizm Arystotelesa skontrastować można z pesymizmem poznawczym sceptyków. Marcin przytacza tezę Hume’a o tym, wrażenie konieczności, które związane jest z relacją przyczynowa to efekt nawyku. Wskazanie na tę relację nie mówi więc wiele o tym, ,,jaki świat naprawdę jest”. Marcin przyjmuje trzy tezy Hume’a, które stanowić będą teoretyczne założenia pracy: (1) istnienie świata, który jest przedmiotem poznania; (2) dostęp do przedmiotu poznania posiadamy dzięki zmysłom; (3) pomiędzy przeświadczeniami badacza a światem zewnętrznym istnieje korespondencja, wynikająca z biologicznego dostosowania aparatu poznawczego.

c) Marcin stwierdza, iż u Hume’a brakuje metody pozwalającej na odróżnienie przeświadczeń prawdziwych od fałszywych. Metodę tę odnajduje u Peirce’a, a jest nią metoda naukowa. Jej punktem wyjścia są nieustanne propozycje najlepszego możliwego wyjaśnienia danego zjawiska. Ponadto, Peirce był optymistą epistemologicznym, gdyż nie może istnieć według niego obiektywna granica poznania.

d) zdaniem Marcina, optymizm poznawczy Peirce’a ufundowany jest na ,,mitotwórczym” założeniu ontologicznym. ,,Mit” występuje tu w znaczeniu podanym przez L. Kołakowskiego. Mityczne przekonanie Peirce’a polega na tym, iż zakłada on istnienie oddzielnych zbiorów ,,aktów przeżywania” oraz ,,przedmiotów postrzeżenia”. Przekonanie to nie ma natomiast żadnego uzasadnienia.

3. Rozdział III ,,Poznanie według Hayeka. Teoria umysłu”

a) poglądy epistemologiczne Hayeka były zbliżone do poglądów Hume’a i Peirce’a. Twierdził on więc, iż, po pierwsze, istnieje rzeczywistość zewnętrzna wobec poznającego podmiotu oraz, po drugie, istnieje możliwość rekonstrukcji poznania świata zewnętrznego na podstawie doznań zmysłowych.

b) poznając, podmiot nie jest jednak zewnętrzny wobec świata w ścisłym rozumieniu tego wyrażenia gdyż porządek zmysłowy stanowi część świata fizykalnego.  Kształtowanie się doznań zmysłowych nie ma jednak całkowicie fizykalnego charakteru. Jak twierdzi Marcin, na tej podstawie można wnioskować, że u Hayeka można doszukać się ‘wątków’ dualistycznych w odniesieniu do problemu umysł/ciało.

c) istotną rolę w Hayeka teorii poznania odegrały rezultaty badań neurobiologicznych. Porządek zmysłowy jest narzędziem klasyfikacji bodźców. Klasyfikacja ta dokonywana jest za pomocą neuronów, których reakcja na określony bodziec w określonych okolicznościach ma charakter zerojedynkowy. Porządek zmysłowy nie jest jednak statycznym aparatem klasyfikacji, gdyż w podobnych warunkach może on reagować na różne sposoby. Podsumowując, zdaniem Hayeka badając poznanie mamy do czynienia z trzema rodzajami porządków: (1) porządek bodźców fizycznych; (2) porządek neuronalny; (3) porządek zmysłowy.

d) istotną rolę w omawianej teorii poznania odgrywają również pojęcia mapy i modelu. Mapa jest statycznym aspektem układu zmysłowego, umożliwia uporządkowanie otrzymywanych bodźców zewnętrznych. Model jest natomiast dynamicznym aspektem układu zmysłowego, wytworzonym na podstawie mapy. Zawarte są w nim aktualne dane pochodzące dotyczące środowiska, stanowi on więc swego rodzaju reprezentację świata zewnętrznego.

II. Uwagi

Odpowiedzi Marcina na moje poprzednie uwagi zainteresowani znajdą tutaj.

1. Wciąż sądzę, że zagadnienie naturalizmu w kontekście problemów umysł-ciało, nauka-religia, czy realizm-irrealizm moralny, pomimo iż jest niewątpliwie interesujące, nie zostało potraktowane wystarczająco obszernie. W szczególności, problem naturalizmu w filozofii umysłu zasługuje na więcej niż dwie strony. Nie zostały bowiem omówione tak licznie reprezentowane  stanowiska, jak choćby emergentyzm, dualizm własności, czy epifenomenalizm, które również podejmują zagadnienie naturalizmu. Ponadto, podane stanowiska scharakteryzowane zostały nieprecyzyjnie, gdyż superweniencja dopuszcza możliwość identyczności pomiędzy zdarzeniami mentalnymi, a fizykalnymi. Bardzo ciekawą propozycję przedstawił w kontekście układu I rozdziału Wojtek, proponując przedstawienie różnych rodzajów naturalizmu (ontologiczny, epistemologiczny, metodologiczny). To chyba byłoby bardziej eleganckie wprowadzenie w tematykę naturalizmu.

2. Również i podane w rozdziale drugim optymistyczne argumenty na rzecz poznania wciąż wydają mi się nieadekwatne do celu pracy, jakim jest obrona tezy o niemożliwości wyjaśnienia naukowego zachowań ludzkich. Mam wrażenie (na podstawie lektury trzeciego rozdziału, który podejmuje problem kompetencji poznawczej wg Hayeka), że teza ta broniona jest z poziomu epistemicznego (a więc na podstawie analizy kompetencji poznawczych człowieka), a nie epistemologicznego (a więc analizy takich pojęć jak prawda, wiedza, czy sąd). Argumenty sceptyczne podnoszone są właśnie w odniesieniu do pojęcia prawdy, a więc na poziomie epistemologicznym. Celem pracy nie jest natomiast obrona tezy o możliwości poznania prawdy, lecz o niemożliwości wyjaśnienia naukowego pewnego rodzaju zjawisk. Przykładowo, czy sceptyk musi odrzucać wyjaśnienie naukowe? Pomimo tego, że nie możemy za jego pomocą poznać prawdy,  to jednak może z powodzeniem twierdzić, że jest ono użyteczne ze względów praktycznych. Ponadto, epistemologia ma charakter normatywny, a więc stawia tezy w jaki sposób należy poznawać, żeby poznać prawdę. Natomiast epistemika zajmuje się poznaniem takim, jakie ono faktycznie jest.  Tymczasem, na podstawie analizy tego, jaki aparat poznawczy człowieka rzeczywiście jest, nie można wnioskować o tym, w jaki sposób powinien on poznawać.

3. W rozdziale III zabrakło wyraźnego nawiązania do tezy głównej pracy. Znajduje się tam, co prawda, omówienie teorii umysłu i Hayeka oraz jego epistemologii, które zgodnie z zapowiedzią Autora posłużyć mają osiągnięciu celu pracy ale po przeczytaniu rodziału nie sposób odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób te rozważania mają wesprzeć tezę o niemożliwości naukowego wyjaśnienia niektórych zachowań ludzkich.

4. W rozdziale III, krytykowana jest teza o odrębności pomiędzy biologią, czy psychologią a filozofią w kwestii badań nad poznaniem. Stwierdzone zostaje, iż teza ta prowadzi do rozróżnienia na nauki empiryczne oraz ‘nauki’ zajmujące się ‘istotą rzeczy’, gdy tymczasem teorie dotyczące ‘istoty rzeczy’ niejednokrotnie kompromitowały się w świetle danych empirycznych. Otóż, uważam że odrębności tej można bronić z innej pozycji. Epistemologia, jak już wspomniałem, ma charakter normatywny, a nauki empiryczne jedynie opisują.

Tags:
16/06/2010

Uwagi dotyczące tekstu B. Brożka ‘Normatywność prawa. Szkic teorii’

I. Rekonstrukcja poglądów:

Tekst podzielony został na pięć części: (1) Wprowadzenie, (2) Krytyka monistycznej ontologii normatywności, (3) Krytyka dualistycznej ontologii normatywności, (4) Propozycja ‘trzeciej drogi’ w poszukiwaniu ontologii normatywności, (5) Szkic nowej teorii normatywności prawa.

(1) Autor stwierdza, iż teoria normatywności prawa powinna odpowiedzieć na pytania: ‘Co to znaczy, że reguły są obiektywnymi racjami działania?’ albo: ‘W jaki sposób reguły prawne stają się obiektywnymi racjami działania?’ (reguła prawna powinna więc spełnić warunek bycia obiektywną racją działania – OR). Pytania te są związane z pytaniem: ‘Czym są reguły prawne?’, które ma charakter ontologiczny. Powyższe rozstrzygnięcie ma duże znaczenie, gdyż obiektywne racje działania należy odróżnić od subiektywnych motywów działania. Przyjęty zostaje również warunek wzoru (WW), który spełnić powinna reguła postępowania. (WZ) stwierdza, iż reguła musi być wzorem postępowania (tj. musi ona pozwalać na ‘uchwycenie’ potencjalnie nieskończonej liczby jej zastosowań).
(2) Moniści twierdzą, iż istnieje jedynie ‘świat fizyczny’ i negują tezę o istnieniu ‘odrębnego’ świata wartości. Zdaniem Autora, moniści twierdzą również, iż wypowiedzi normatywne to tak naprawdę deskrypcje lub wyrazy stanów emocjonalnych. Co szczególnie istotne, na gruncie monizmu reguły prawne nie spełniają (OR) i (WW). Widać to choćby na przykładzie Petrażyckiego, który prawo określał jako złożone przeżycia psychiczne, które są również motywami działania. Natomiast u Holmesa, dla osób nie będących sędziami prawo to nic innego, jak tylko przewidywania tego, co zrobią sądy. Dla sędziego prawo powinno być narzędziem przysparzania korzyści społeczeństwu. W obu przypadkach, to nie reguły prawne są racjami działania, gdyż racje te znajdują się poza prawem.
(3) Dualistom zarzucić można z kolei ontologiczny brak umiaru, gdyż reguły prawne umieszczają oni w świecie odrębnym od świata fizycznego. Problemy dualizmu ontologicznego w odniesieniu do sposobu istnienia reguł prawnych ilustruje analiza poglądów Kelsena. Z jednej strony, dla Kelsena system prawa opiera się na regule podstawowej, która jest jedynie pomyślana. W ten sposób, zdaniem Autora, Kelsen zwyczajnie nazywa coś, czego nie potrafi wyjaśnić. Z drugiej strony, Kelsen rozróżnia pomiędzy sferą bytu oraz sferą powinności. Ontologia ta jest jednak zbyt uboga, aby wyjaśnić, w jaki sposób istnieją reguły językowe, czy reguły racjonalności.
(4) ‘Trzecia droga’ w poszukiwaniach ontologii reguł prawnych opiera się na przyjęciu koncepcji 3 światów Poppera, ‘ulepszonej’ dzięki uwagom Wittgensteina dotyczącym kierowania się regułą. Według tej teorii, normy prawne są mieszkańcami świata 3, jednak superweniują one na stanach mentalnych oraz zachowaniach społecznych.
(5) Zaproponowana przez Autora teoria normatywności prawa opiera się na założeniu istnienia trzech rodzajów reguł (rudymentarnych, pośrednich oraz abstrakcyjnych) oraz odpowiadających im trzech rodzajów normatywności. Reguły rudymentarne są ‘analityczną fikcją’. Mają one charakter społeczny. Reguły pośrednie stanowią najistotniejszy wymiar normatywności. Są to reguły, które ‘faktycznie nas wiążą i według których faktycznie postępujemy’. Reguły abstrakcyjne należą natomiast do świata 3.

II. Pewne uwagi:

(1) Autor słusznie zauważa, iż zgodnie z popularną definicją, reguła postępowania jest normatywna, kiedy stanowi rację działania. Jednak sformułowanie warunku (OR) jest już wyjściem poza tą definicję i stanowi ważne rozstrzygnięcie o normatywności prawa. Autor rozróżnia bowiem, zdecydowanie, pomiędzy racjami działania i motywami działania. Racje mogą być jednak rozumiane jako przyczyny działania, co zbliża je, pojęciowo, do motywów. Przykładowo, w wyjaśnieniu ‘Artur kupił samochód ponieważ zdecydował zaprzestać jeżdżenia komunikacją miejską’ decyzja Artura jest przyczyną zakupienia przez niego samochodu. Wyjaśnienia odwołujące się do racji działania są więc szczególnym przypadkiem wyjaśnienia przyczynowo-skutkowego. Wydaje się, iż jeśli przyjmiemy, iż racje są przyczynami działania, wtedy racje nie muszą być obiektywne (w mocnym sensie tego słowa), gdyż działają one podobnie do motywów. Tak rozumianej normatywności, bliżej oczywiście do monizmu.
(2) Zrównanie normatywności reguł różnego rodzaju (np. matematycznych i prawnych) wydaje się być dyskusyjne. Najbardziej spektakularne opisy paradoksów związanych z kierowaniem się regułą wiążą się niezmiennie z przykładami zaczerpniętymi z matematyki (Wittgenstein i dodawanie 2; Kripke i 57 + 68 = ?). Obiektywność reguł matematycznych wydaje się być bowiem niezwykle intuicyjna i podważenie tej intuicji budzi spore zdziwienie. Jednakże, wydaje się, iż rzecz ma się inaczej jeśli idzie o inne reguły, przykładowo reguły moralne. Reguły moralne nie charakteryzują się obiektywnością tego rodzaju. Zmieniają się one zarówno w zależności od miejsca, jak i od czasu. Ponadto, reguły moralne stosuje się jedynie co do zasady. Podobnie rzecz się ma z regułami prawnymi. W związku z tym, można zadać pytanie, czy kierowanie się regułami matematycznymi można utożsamić z kierowaniem się regułami prawnymi.
(3) Nie może się obejść bez uwagi dotyczącej świata 3. Podana przez Poppera charakterystyka jest ogólna, by nie powiedzieć intuicyjna. Z jednej strony, Popper przyjmuje, iż warunkiem istnienia jest warunek oddziaływania na siebie. Z drugiej jednak strony, obiekty należące do świata 3 są niezwykle szczególnego rodzaju, jak np. teorie czy argumenty. W pewnym sensie, obiekty należące do świata 3 rzeczywiście wydają się ‘oddziaływać’ na obiekty należące do innych światów (pisząc językiem Poppera), lecz zasadne jest pytanie, jakiego rodzaju jest to oddziaływanie. Oddziaływanie to wydaje się być bowiem inne od tego pomiędzy obiektami świata 1.
(4) Nieortodoksyjne jest również określenie ‘hipoteza ontologiczna’. Popper wydaje się rozumieć różne ontologie jako teorie quasi-naukowe. Słowo ‘hipoteza’ sugeruje bowiem sąd, który może być sprawdzony empirycznie. Różne ontologie nie są jednak teoriami empirycznymi, gdyż dotyczą one ‘rzeczywistości ostatecznej’. Przykładowo, przekonanie wielu naukowców o tym, iż świat fizyczny jest wszystkim, co istnieje, jest ontologiczne, a nie naukowe, i nie można go sprawdzić.
(5) We wniosku Autor stwierdził, iż zaproponowana przez Niego teoria normatywności prawa jest zgodna z tak przeciwnymi sobie teoriami, jak choćby normatywizm Kelsena, czy psychologizm Petrażyckiego. Jest to niezwykle ciekawy rezultat, który pokazuje, iż różne teorie normatywności prawa wskazywały na liczne warunki konieczne, lecz niewystarczające dla zaistnienia reguł prawnych. Wydaje się, iż teoria normatywności oparta na wyróżnieniu trzech rodzajów reguł obejmuje więc każdy aspekt normatywności prawa. Ceną jest jednak pewien eklektyzm tej teorii, gdyż elementy faktyczne i idealne zostają w niej zmieszane.

Tags:
11/06/2010

Odpowiedzi na uwagi do tekstu ‘Problem wolnej woli z perspektywy nauk biologicznych’

Dziękuję Radkowi i Łukaszowi za uwagi.

W odpowiedzi na uwagi Radka:

(1) Problem filozoficzny ma to do siebie, że często ‘hipotezy’ mające być jego rozwiązaniem nie mogą być sprawdzone empirycznie. Tak jest np. w przypadku problemu ‘dlaczego istnieje raczej coś niż nic?’ lub problemu ‘czy istnieje świat niezależny od ludzkiego doświadczenia?’. Tak jest również i w przypadku problemu wolnej woli. Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest to, iż problem ten związany jest z (TD). Propozycje rozwiązania tego problemu zakładają niezmiennie prawdziwość bądź fałszywość (TD). (TD) ma jednak charakter metafizyczny a nie empiryczny.
(2) Istnienie bądź nieistnienie wolnej woli nie jest, samo w sobie, interesujące. Wydaje mi się, iż jest tak również i dla Ecclesa, który o wolnej woli pisze często w związku z odpowiedzialnością moralną. Kiedy zwolennik istnienia wolnej woli broni się przed zarzutami przeciwnika jej istnienia to podnosi on, iż nie do przyjęcia są konsekwencje jakie z tego płyną i dlatego zaprzeczenie istnienia wolnej woli uznać można co najwyżej jako filozoficzną fikcję.
(3) Zdarzenie losowe to takie zdarzenie, które jest niezdeterminowane. Niezdeterminowanie wyboru zakładane jest przez inkompatybilistę, w związku z czym wybór ten jest losowy.
(5) Istnieją spory, chyba dość poważne, czy Arystoteles posługiwał się takim pojęciem odpowiedzialności moralnej, jak jest ono rozumiane współcześnie. Wydaje mi się, że istnieją dość silne przesłanki ku temu by stwierdzić, że tak. Jedną z nich jest ta, iż pomimo tego, że Arystoteles nie rozważa, czy (TD) stanowi zagrożenie dla odpowiedzialności moralnej, to jednak omawia dwie kategorie zdarzeń wyłączających odpowiedzialność moralną (przymus i ignorancja). Podobnie przesłanki wyłączające odpowiedzialność moralną są konceptualizowane współcześnie.
(6) Posiadanie przez Boga wiedzy uprzedniej dotyczącej postępowania człowieka prowadzi często do przyjęcia fatalizmu. Fatalizm jest mocną wersją (TD). Zakłada on, iż istnienie wiedzy uprzedniej powoduje, że nasz los jest już ‘zapisany’ (w ‘umyśle Boga’). Fatalizm może występować również i w oderwaniu od religii, a mianowicie kiedy przyjmiemy istnienie demona Laplace’a i (TD). Wtedy nasz los wydaje się być ‘zapisany’ w prawach przyrody i przeszłych zdarzeniach, gdyż może on być uprzednio odczytany przez demona.
(7) Jeśli idzie o zarzut, iż w tekście jest zbyt mało empirii, to przypomnę, iż kierowałem się ustalonymi zasadami pisania tekstu do handbooka.

W odpowiedzi na uwagę Łukasza:

W tekście podanych jest kilka dość jasnych (mam nadzieję) definicji wolnej woli (dokładnie pięć), z których każdej można bronić silnymi argumentami. Niestety, niektóre z nich są sprzeczne. Na tym m.in. polega problem wolnej woli. Czy mógłbyś rozwinąć Twoją definicję wolnej woli (racjonalność + losowość)? Wydaje mi się, iż jest ona obecnie mniej jasna od tych, które opisałem a właśnie brak jasności (czy zrozumiałości) im zarzucasz!

Jeśli idzie o związek pomiędzy filozofią a nauką, to godne zacytowania są słowa prof. Woleńskiego ‘filozofia nie jest nauką, i nie widzę w tym ani nic strasznego, ani nawet przygnębiającego’.

Tags:
10/06/2010

Recenzja tekstu: Problem wolnej woli z perspektywy nauk biologicznych

Tekst podzielony został na cztery części: wprowadzenie, część historyczną, część empiryczną i podsumowanie. We wprowadzeniu autor stara się przekonać czytelnika dlaczego zagadnienie wolnej woli jest problemem i dlaczego jest to problem filozoficzny. Argumentem, który ma świadczyć za powyższą tezą jest istnienie dwóch głównych, przeciwstawnych sobie obozów filozoficznych (inkompatybiliści i kompatybiliści). Tak jedni jak i drudzy dysponują argumentami o podobnej mocy przez co w kwestii wolnej woli mamy ciągle status quo.  Żadna ze stron nie jest w stanie przekonać drugiej. (1) Pierwsza wątpliwość jaka się nasuwa dotyczy rozróżnienia na problemy filozoficzne i nie-filozoficzne. Czy zdaniem autora wystarczy by dany problem pozostawał nierozwiązany (tak jak zagadnienie wolnej woli) byśmy mieli już do czynienia z problemem filozoficznym? Czy to znaczy, że duża część problemów fizyki teoretycznej to problemy filozoficzne (środowisko fizyków bywa silnie spolaryzowane w przypadku pewnych zagadnień)? (2) Druga wątpliwość jest związana z rozszerzeniem struktury argumentacji pracy. Otóż, autor wiąże (skądinąd słusznie) zagadnienie wolnej woli z odpowiedzialnością moralną. Dziwi jednak stwierdzenie, że sam problem nieistnienia wolnej woli nie jest interesujący, dopiero powiązanie go z odpowiedzialnością moralną jest ciekawe. Wydaje się, że jest jednak inaczej, istnienie (lub nieistnienie) wolnej woli także jest ciekawym problemem filozoficznym (przykład, że dla samego Ecclesa problem wolnej woli był sam przez siebie problemem fascynującym). (3) Wątpliwość trzecia dot. pewnej technicznej kwestii w dyskusji pomiędzy inkompatybilistami i kompatybilistami. Otóż, jak w tej dyskusji rozumiany jest “los”? Czytając o roli losu trudno pozbyć się wrażenia, że spór o przyczynowość pomiędzy tymi dwoma grupami jest jedynie pojęciowy, a jeżeli tak, to mamy do czynienia z pseudoproblemem.

Część historyczna tekstu składa się z prezentacji stanowisk czterech filozofów: Arystotelesa, Augustyna z Hippony, Davida Hume’a i I. Kanta. Struktura tej części pracy oraz jej język sprawiają, że tekst czyta się bardzo przyjemnie a sam sposób przekazania informacji jest bardzo jasny. Jednakże, tutaj również można odnieść się do dwóch niejasności. (5) Autor zauważa, że Stagiryta nie odnosi się do problemu wolnej woli wyraźnie. Mimo tego, nie przeszkadza mu to w wyciąganiu takich wniosków jak “(WW) nie stanowi problemu w kontekście (TD)” (str. 8), czy proponowaniu tezy kontroli (str. 9). Być może jest to odczucie jedynie recenzenta, ale praktyka poszukiwania źródeł wszelkich problemów filozoficznych u “Platona i Arystotelesa” niekoniecznie jest uprawniona. Można zaryzykować stwierdzenie, że dokonuje się tutaj pewnego nadużycia (podobnie zresztą wtedy, gdy autorzy piszą np. o osobie u Arystotelesa etc.) Fakt pewnej zbieżności pomiędzy pismami filozofów starożytnych z filozofami epok późniejszych nie świadczy jednoznacznie za konkretnymi tezami współczesnej filozofii. Kolejną wątpliwość budzą pewne sformułowania, które pojawiają się w trakcie omawiania stanowiska Augustyna. (6) Otóż trudno przychylić się do tezy, że pojawienie się możliwości przewidywania zachowań człowieka (między innymi dzięki odkryciu “praw neurobiologicznych”) sprawi, że teza WW zostanie podważona a nasze czyny będą wydawać się gdzieś “zapisane”(str.13). Na naszym blogu umieszczony został filmik, na którym przedstawiona została sytuacja, w której osoba podejmuje pewną decyzję, ale uświadamia sobie ją dopiero 6 sekund po tym jak lekarz obsługujący fMRI się o niej dowiedział monitorując jego mózg. Ciężko uznać, że jego decyzja została gdzieś “zapisana”, ponieważ można było ją przewidzieć.

W części empirycznej (część trzecia pracy) zostają zaprezentowane: teoria psychonów J. Ecclesa, sławny eksperyment Libeta oraz hipoteza “iluzji świadomej woli” Wegnera. Autor z dużą kompetencją i jasnością przedstawia powyższe stanowiska wraz z ich oceną. Jedynie co może dziwić, to mała ilość “biologii” w części empirycznej. Być może warto byłoby zmienić tytuł, ponieważ sugeruje on rozpatrywanie problemu wolnej woli z perspektywy biologicznej podczas, gdy cała część empiryczna ma jedynie 10 stron a cały tekst 30.

Podsumowując, tekst dobrze napisany, interesujący, stanowiący ciekawe wprowadzenie w problematykę wolnej woli.

Tags:
28/04/2010

Recenzja nowej wersji ,,Obrony antynaturalizmu” M. Gorazdy (rozdziału I-go i II-go)

I. Rekonstrukcja poglądów:

1. Rozdział I ,,Naturalizm i antynaturalizm w filozofii”

a) pierwsza część rozdziału to rozważania dotyczące różnych twarzy naturalizmu. Marcin podnosi, iż geneza naturalizmu sięga filozofii starożytnej, w której natura była pojmowana jako przedmiot poznania odrębny od podmiotu poznającego, a prawa nią rządzące uznawane były za konieczne. Natura traktowana więc była mechanicystycznie i materialistycznie,

b) dalej, dyskutowany jest naturalizm społeczny, który mechanicystycznie oraz materialistycznie traktuje człowieka. Człowiek jest częścią przyrody, i jako taki podlegać musi jej prawom. Radykalną wersję naturalizmu społecznego zaproponował Comte, który podnosił, iż prawa socjologii mają charakter konieczny podobny do praw fizyki. Marcin podnosi też, iż naturalizm będzie przez niego rozumiany tak, jak definiuje go A. Grobler, a więc jako pogląd, według którego ,,wzory metodologiczne” wykorzystywane w naukach przyrodniczych, mogą być wykorzystane również i w naukach społecznych. Wzory te umożliwiają przewidywanie i wyjaśnianie zjawisk.

c) w kolejnej części rozdziału I, Marcin omawia zagadnienie naturalizmu w filozofii umysłu, relację naturalizm-supernaturalizm (transcendentalizm), naturalizm metodologicznego (wedle którego istnieje ciągłość pomiędzy filozofią a nauką) oraz naturalizm w naukach normatywnych,

d) rozdział zakończony jest prezentacją tezy, którą Marcin zamierza bronić w dalszej części pracy. Teza ta wyraża, iż ,,istnieją takie zachowania ludzkie, które nie poddają się naukowemu wyjaśnianiu lub też uzyskane wyniki są krótkotrwałe (są falsyfikowane przez kolejne dane empiryczne).

2. Rozdział II ,,Założenia teoriopoznawcze czyli o granicach poznania w ogólności”

a) Marcin stwierdza, iż Arystotelesa poglądy na naturę poznania są najbardziej powszechne. Dlatego podejmuje się ich przedstawienia. Szczególne znaczenie ma zwłaszcza ,,optymizm” Arystotelesa w kwestii poznania. Optymizm ten polega na tym, iż Stagiryta wydaje się zakładać, iż nasze zdolności poznawcze, przynajmniej w kwestii poznania naukowego, nie mogą napotkać na jakieś granice. Marcin wskazuje również na cztery cechy arystotelejskiego schematu poznania: (1) przekonanie o istnieniu materialnego (przynajmniej w części) świata zewnętrznego; (2) istnienie zasad świata zewnętrznego; (3) dążenie do poznania jest dla człowieka naturalne; (4) poznanie jest możliwe dzięki doświadczeniu zmysłowemu, jak i intelektowi.

b) poznawczy optymizm Arystotelesa skontrastować można z pesymizmem poznawczym sceptyków. Marcin przytacza tezę Hume’a o tym, wrażenie konieczności, które związane jest z relacją przyczynowa to efekt nawyku. Wskazanie na tę relację nie mówi więc wiele o tym, ,,jaki świat naprawdę jest”. Marcin przyjmuje trzy tezy Hume’a, które stanowić będą teoretyczne założenia pracy: (1) istnienie świata, który jest przedmiotem poznania; (2) dostęp do przedmiotu poznania posiadamy dzięki zmysłom; (3) pomiędzy przeświadczeniami badacza a światem zewnętrznym istnieje korespondencja, wynikająca z biologicznego dostosowania aparatu poznawczego.

c) Marcin stwierdza, iż u Hume’a brakuje metody pozwalającej na odróżnienie przeświadczeń prawdziwych od fałszywych. Metody takie odnajduje u Peirce’a, a są nimi: wytrwałość, autorytet, metoda aprioryczna oraz metoda naukowa. Ponadto, Peirce był optymistą epistemologicznym, gdyż nie może istnieć według niego obiektywna granica poznania.

d) zdaniem Marcina, optymizm poznawczy Peirce’a ufundowany jest na ,,mitotwórczym” założeniu ontologicznym. ,,Mit” występuje tu w znaczeniu podanym przez L. Kołakowskiego. Mityczne przekonanie Peirce’a polega na tym, iż zakłada on istnienie oddzielnych zbiorów ,,aktów przeżywania” oraz ,,przedmiotów postrzeżenia”. Przekonanie to nie ma natomiast żadnego uzasadnienia.

II. Uwagi:

1. W rozdziale I Marcin stwierdza, iż przedmiotem rozważań nie będą problemy: umysł-ciało, nauka-religia, realizm-irrealizm moralny. Zasadne wydaje się więc pytanie, dlaczego w rozdziale tym znajdują się podrozdziały o naturalizmie w filozofii umysłu, o relacji nauka-religia oraz o naturalizmie w naukach normatywnych. Te trzy problemy są z pewnością niezwykle interesujące i jako takie, doczekały się niezwykle drobiazgowych analiz. Nawet ich skrótowa prezentacja zasługuje jednak na obszerniejsze potraktowanie.

2. Rozdział II dotyczy ogólnych granic poznania. Podniesione tam przeciwko ,,optymistycznym” teoriom poznania sceptyczne argumenty, znajdują zastosowanie wobec poznania ,,w ogóle”, nie wspierają więc w interesujący sposób głównej tezy pracy, która dotyczy niemożliwości wyjaśniania naukowego zachowań ludzkich.

3. Interpretacja Hume’a wydaje mi się zbyt jednostronna. Jeśli idzie o dziedzinę filozofii, Hume rzeczywiście twierdzi, iż argumenty sceptyczne są nie do odparcia. Jednakże jeśli idzie o dziedzinę ,,potocznego myślenia empirycznego”, Hume stwierdza, że argumenty sceptyczne nie mają wobec niej zastosowania, gdyż opierają się temu nasza wrodzone mechanizmy psychologiczne (dzięki którym chociażby, pomimo sceptycznych argumentów przeciwko istnieniu metafizycznego związku przyczynowego, praktycznie przyjmujemy, że związek przyczynowy zachodzi z koniecznością). W tym sensie, Hume jest naturalistą. Stwierdza on, że sceptyczne argumenty nie działają, gdyż nie mogą one podważyć naturalnych dyspozycji do posiadania określonych przekonań. Hume-sceptyk jest więc ,,pesymistą” poznawczym, a Hume-naturalista jest poznawczym ,,optymistą”.

4. Nie są dla mnie jasne rozważania dotyczące podmiotu i przedmiotu poznania, pod koniec rozdziału II. W szczególności, pada tam sformułowanie: ,,jeśli nawet w ślad za empirystami potraktujemy doświadczenie poważnie, to w efekcie dezawuujemy niezależność bytową rzeczy jako kwestię wadliwie postawioną”. Dlaczego jest to wtedy kwestia wadliwie postawiona? Czy chodzi tutaj o to, że nie możemy poznać rzeczy samych w sobie a jedynie ich przedstawienia? Czy może o to, że zawsze postrzegamy coś poprzez pryzmat posiadanej już wiedzy, co relatywizuje poznanie?

Tags:
26/03/2010

Odpowiedzi na uwagi do tekstu ‘Teorie winy w kontekście biernych postaw’

Dziękuję Bartkowi i Radkowi za przedstawione uwagi. Szczególnie wdzięczny jestem Bartkowi, gdyż Jego uwagi świadczą o bardzo skrupulatnej lekturze tekstu.

Odpowiadając na uwagi Bartka:

1. Rekonstrukcja tekstu jest wyjątkowo rzetelna. Dodam tylko, że tradycyjne ujęcie “możliwości” zawartej w warunku PI zakłada nie tylko normatywna teoria winy, lecz również kompleksowa i relacyjna.

2. Warunek BP rzeczywiście powiązany jest z problemami. Sądzę jednak, że problemy te są mniejsze niż te, które wynikają z przyjęcia tradycyjnego ujęcia “możliwości” zawartej w warunku PI. Jeśli idzie o to, dlaczego warunek BP uzasadnia przypisanie winy, to pewną odpowiedź zawiera koncepcja emocji moralnych jako wartościowań. Emocje moralne to pewne oceny moralne. “Zawierają” więc racje, które służą uzasadnieniu tego dlaczego ktoś powinien być uznany winnym. Racje te mogą być wyrażone poprzez analizę okoliczności, w których pojawiła się emocja moralna. Szczególnie istotne jest to, jakiego rodzaju oceną moralną są BP (a więc również wina w prawie karnym). Nie jest to ocena moralna dokonywana pod względem naruszenia jakiejś normy moralnej. Nie chodzi więc o to, że w stosunku do każdego naruszenia normy prawa karnego powinniśmy odczuwać dezaprobatę. Jest to ocena pod względem tego, czy od sprawcy możemy wymagać zachowania zgodnego z prawem, a więc pod względem kontroli działania (bądź jej braku) w czasie naruszenia normy. Jeśli sprawca takiej kontroli nie posiadał, wtedy niedozwolone jest uznanie go winnym, a więc nie będziemy odczuwali w stosunku do niego dezaprobaty.

3. Generalna “możliwość postąpienia inaczej” to inaczej kompetencja do działania. Podmiot posiada tą kompetencję jeśli nie jest np. niepoczytalny czy niedojrzały. Jeśli ktoś posiada tą kompetencję, na ogół jego działania kończą się sukcesem, jeśli nie, najczęściej nie udaje mu się go osiągnąć. Gdy sprawca posiadający kompetencję narusza normę i mówimy, że mógł zachować się zgodnie z prawem, chodzi o to, że naruszenie normy było wyjątkiem, a co do zasady ma on możliwość zachowania się zgodnie z prawem. Na chwilę obecną, chyba nie potrafię przedstawić formalnej eksplikacji tego pojęcia.  Rozróżnienie pomiędzy możliwością generalną, a partykularną, dokonane zostało poprzez analizę języka potocznego, której rezultaty często nie są, i nie mają być, precyzyjne.

Możliwość ta jest rozumiana psychologicznie, zarówno przeze mnie, jak i , tak mi się przynajmniej wydaje, przez karnistów. Sądzę również,  że jeśli sprawca nie miał takiej możliwości psychologicznej, to nie mógł również fizycznie zachować się zgodnie z normą.

4. Dobry obywatel działa w takich samych okolicznościach jak sprawca, i jest do niego zbliżony istotnymi cechami. Zgadzam się, że to jeszcze nie “wykazuje”, iż będzie on postępował tak samo jak sprawca, chociaż wydaje mi się, iż trudniej jest uzasadnić dlaczego tak miałoby nie być, niż dlaczego tak będzie.  Mój argument na rzez tezy o tym, iż obecne teorie winy zakładają libertariańską wolną wolę jest inny. Teorie te zakładają, że człowiek mógł, w konkretnej sytuacji, zachować się inaczej niż się zachował, że mógł on zachować się zgodnie z prawem. Tradycyjnie rozumiana “możliwość postąpienia inaczej” jest właśnie libertariańską wolną wolą.

W przypadku stopniowalności winy, chodzi o to, w jaki sposób uzasadnić, że niekiedy niezależne od sprawcy okoliczności różnicują wymierzoną mu karę. Wina jest podstawą wymierzenia kary. Dlaczego niekiedy kara jest zróżnicowana, pomimo tego, że wina jest taka sama ? Uzasadnić tego nie może teoria zorientowana na czyn, gdyż odwołać się ona może jedynie do okoliczności obiektywnych (stopień społecznej szkodliwości czynu, cele zapobiegawcze i wychowawcze itp.).  Teorie zorientowane na sprawcę mogą uzasadnić to odwołując się do jego kompetencji. Jeśli sprawca ją posiada, to po prostu godzi się na to, że niekiedy jego wina jest zróżnicowana w zależności od czynników losowych.

5. Z pewnością jednym z kryteriów porównywania teorii winy jest kryterium metafizyczne. Podstawowym założeniem tej pracy jest teza o oparciu obecnych teorii winy (a więc nie tylko teorii normatywnej) na libertariańskiej wolnej woli. Sądzę, że nie jest to kontrowersyjne założenie, przyjmują je zresztą sami karniści.  Moja refleksja nad tym założeniem jest dość obszerna, np. twierdzę, że jego przyjęcie prowadzi do wniosku, iż nasze czyny zależą od losu; konieczność tego założenia w przypadku przypisywania winy jest podważona przez przykłady Frankfurta; przyjęcie tego stanowiska prowadzi czasem do odpowiedzialności obiektywnej. Staram się zaproponować taką teorię winy, która nie musi wspierać się na tym założeniu. Nie przyjmuję jednak kryterium zgodności teorii winy z neurobiologią, chyba że jakieś bardzo luźne. BP stanowią jedynie punkt wyjścia (filozoficzny) dla badania, kiedy sprawcy można przypisać winę. Eksperymenty neurobiologiczne mają jedynie wesprzeć tezę, że w przypadku dokonywania ocen moralnych, emocje odgrywają kluczową rolę.

Operacjonalizowalność jest rzeczywiście problematyczna w odniesieniu do wspieranej przeze mnie teorii winy. Warto jednak zauważyć, iż również obecne teorie winy mogą mieć problemy z tym kryterium (np. odpowiednie zbudowanie normatywu czy ustalenie, że sprawca mógł przewidzieć konsekwencje swojego czynu).

6. Zgadzam się, że przypisanie winy nie zależy od przeszłych czynów sprawcy. Sądzę, że teoria winy oparta na kontroli przewodniej tego nie zakłada. Kontrolę można ustalić odwołując się do poziomu intelektualnego czy emocjonalnego sprawcy, jego stanu wiedzy, doświadczenia, zdolności “percepcyjnych”, jak i okoliczności, w jakich podmiot działał.

Odpowiadając na uwagi Radka:

1. Zgadzam się, że miejscami tekst jest mętny i nadaje się do poprawek. Pozostaje mi tylko wyrazić radość, że pomimo tych wad, Bartkowi udało się dokonać jego doskonałej rekonstrukcji.

2. Nie jestem pewien, jak implikacje te będą się różniły. W końcu obie teorie pytają o to, czy od sprawcy można wymagać zachowania się zgodnego z prawem. Różne jest przede wszystkim uzasadnienie dlaczego możemy tego od sprawcy wymagać. W obecnych teoriach uzasadnienie to opiera się na kontroli regulatywnej, w teorii BP na kontroli przewodniej. Jednakże, z pewnością przy ustaleniu winy w oparciu o BP większą rolę będzie odgrywało uwzględnienie cech sprawcy, a nie dość niejasne rozważania czy sprawca mógł postąpić inaczej.

3. Nasza moralność nie może zostać zredukowana do naszych przeżyć emocjonalnych. Sądzę, że ważnym elementem, który wpływa na emocje jest “czynnik kulturowy”, dzięki czemu emocje te związane są z wartościami w tej kulturze wspieranymi. Uważam również, iż emocje moralne mogą być niekiedy kształtowane dzięki krytycznej refleksji nad ocenianym moralnie czynem. Emocje moralne stanowią jednak podstawę moralności.

4. Przyjęta przeze mnie koncepcja emocji moralnych, opisuje je jako wartościowania. Wydaje mi się, że jest ona niezgodna z nieznaną mi koncepcją Payne’a i Govrouna, gdyż jak piszesz, uważa ona emocje jako ”mechaniczne reakcje”.  Podział na mechaniczne koncepcje emocji i koncepcje emocji jako wartościowań rzeczywiście  przedstawiłem dość skrótowo ale chyba jest wystarczający dla potrzeb pracy.

Tags:
25/03/2010

Komentarz do tekstu Ł. Kurka “Teorie winy w kontekście biernych postaw”

1. Główne tezy. Rozpocznę od poglądowej rekonstrukcji poglądów Łukasza, a następnie podniosę kilka – być może niezbyt głębokich – wątpliwości.

Jak rozumiem, zasadnicze znaczenie ma w tej koncepcji twierdzenie, że winę w prawie karnym przypisać można tylko temu, kto może być adresatem biernych postaw. Innymi słowy zdolność do bycia adresatem biernych postaw jest warunkiem koniecznym przypisania winy (nazwijmy to warunkiem BP). To skomplikowane wyrażenie odnosi się do prostego faktu: jeśli ktoś nie może być – z pewnych przyczyn – adresatem aprobaty bądź dezaprobaty innych ludzi, to nie będziemy też mogli przypisać mu winy w sensie prawnokarnym.

Druga obserwacja Łukasza jest następująca: winę w prawie karnym przypisuje się jedynie wtedy, jeśli “sprawca mógł postąpić inaczej” (warunek PI). Autor zauważa też, że tradycyjne ujęcie “możliwości” zawartej w warunku PI (w formie normatywu dobrego obywatela – NDO) jest nie do pogodzenia z warunkiem BP.

W związku z tym proponuje odczytywać warunek PI nie w kategoriach NDO, ale w kategoriach warunku kontroli (warunek K): by ktoś mógł być adresatem biernych postaw, musi mięc kontrolę nad swoim zachowaniem. Kontroli tej nie bada się jednak w odniesieniu do poszczególnych czynów: jest to raczej ogólna dyspozycja, polegająca na tym, że “podmiotowi na ogół udaje się działać zgodnie z jego zamierzeniami”. To sprawia, że wina w prawie karnym przypisana może być jedynie po spełnieniu warunku K, a ten z kolei oceniamy poprzez spojrzenie na sprawcę, a nie na czyn. Dodajmy, że warunek K implikuje warunek BP (jeśli ktoś nie spełnia warunku K, to nie spełnia też warunku BP).

Zdaniem Łukasza, taka teoria może sobie poradzić z problemami, z którymi nie radzi sobie normatywna teoria winy.

2. Warunek BP. Warunek ten powiązany jest z poważnymi problemami. Łukasz pyta wprost, dlaczego możliwość bycia adresatem pewnych reakcji emocjonalnych uzasadnia przypisanie winy. Niestety, w ogóle nie odpowiada na to pytanie. Stwierdza tylko, że można mówić o dwóch teoriach emocji – mechanistycznej i opartej o wartości czy też wartościowania. Opowiada się za tą drugą, gdyż jej charakterystyczną cechą jest to, że wedle niej reakcje emocjonalne są ściśle powiązane z poglądami (pewnymi nastawieniami propozycjonalnymi?), a nie tylko “automatycznymi” reakcjami na zaistniałe sytuacje. Stwierdza, że elementem tak rozumianych emocji, w szczególności emocji dezaprobaty, musi być przekonanie, że sprawca miał kontrolę nad swym postępowaniem. Nie jest to jednak odpowiedź na zadane przez Łukasza pytanie: nie wiemy nadal, dlaczego spełnienie warunku BP miałoby uzasadniać przypisanie winy. Wiemy tylko, co to znaczy, że ktoś może być adresatem biernych postaw – to osoba, która ma kontrolę nad swoimi zachowaniami. Wygląda więc na to, że Łukasz zakłada, że o winie w sensie prawa karnego można mówić jedynie wtedy, gdy odczuwamy deazprobatę dla sprawcy, a tę możemy odczuwać jedynie, gdy podtrzymujemy pogląd, że miał on kontrolę nad swoim zachowaniem. Co w takim razie z sytuacjami, które są penalizowane, choć nie czujemy dla nich dezaprobaty? A co z przypadkami odwrotnymi (np. przypadek p. Nieznańskiej)?

3. Warunek PI. Co to znaczy, że podmiot “mógł postąpić inaczej?” Zdaniem Łukasza nie można tego warunku odnieść do pojedynczego czynu, a jedynie do pewnych kompetencji (skłonności) sprawcy. W związku z tym sugeruje, by “możliwość”, o której mowa, rozumieć jako możliwość “generalną” a nie “partykularną”. Przyznam, że nie bardzo rozumiem, jak wyeksplikować ten pogląd. Czym jest “możliwość generalna”? Bardzo chciałbym zobaczyć jakąś (rzecz jasna wyidealizowaną) próbę formalnego wyjaśnienia tego pojęcia.

Chcę też zauważyć, że sformułowanie “mógł postąpić inaczej” potraktować można jeszcze inaczej. Otóż “mógł” można tu odczytać jako możliwość fizyczną. Myślę, że tak zdefiniowany warunek K jest dla karnistów warunkiem stwierdzenia, że w ogóle mamy do czynienia z czynem. Natomiast w potraktowanie warunku K jako warunku winy prowadzi do jednej z dwóch opcji: albo chodzi tu o możliwość rozumianą deontycznie (tzn. X jest winny, jeśli jego zachowanie jest czynem – tj. miał fizyczną możliwość postąpić inaczej [warunek K jako warunek czynu] – oraz nie postąpił tak, jak powinien był postąpić [warunek K jako warunek winy]), albo jako możliwość “psychologiczną”. Tę drugą oczywiście trudno zdefiniować. Jak rozumiemm, Łukasz uważa, że tę możliwość “psychologiczną” zrozumieć można jedynie wtedy, jeśli postulować będziemy wolną wolę w sensie libertariańskim. Uważam jednak, że jeśli “możliwość”, o której tu mowa, rozumieć deontycznie, to problem taki nie powstaje.

4. Krytyka “dobrego obywatela”. Łukasz krytykuje normatywną koncepcję “dobrego obywatela” z następujących powodów:

– Zwolennicy tej teorii mówią, że “dobry obywatel” ma być “ukształtowany na podobieństwo sprawcy”. W związku z tym, zdaniem Łukasza, jeśli weźmie się pod uwagę wszystkie istotne cechy sprawcy i przeniesie się je na adekwatny model “dobrego obywatela”, to nie bedą się oni różnić pod żadnym istotnym względem. W związku z tym – jeśliby przyjąć kompatybilizm – “dobry obywatel” zawsze postępować będzie tak jak sprawca, a zatem nigdy nie przypiszemy mu winy. Pozostaje jedynie druga droga: libertariańska wolna wola. Uważam jednak, że to rozumowanie nie dowodzi, że teoria normatywna zakłada libertariańsko rozumianą wolną wolę. Z punktu widzenia logiki, każdy przedmiot jest nieskończenie charakteryzowalny. Dlatego nigdy nie będzie tak, że sprawca i jego “dobry” model będą identyczni. A co znaczy, że będą identyczni pod wszystkimi ważnymi względami? To zależy od definicji “ważnych względów”. Łukasz zakłada, że “ważne względy” to te, które determinują takie a nie inne zachowanie. W związku z tym twierdzi, że “dobry obywatel” zawsze postąpi tak samo, jak sprawca. Ale skąd to wie? Karniści, wymieniając elementy, które mamy brać pod uwagę konstruując “dobrego obywatela”, mówią o wieku, płci, wykształceniu itd. Niewątpliwie nie wymieniają więc tych cech, które jednoznacznie determinują zachowanie. Ergo, wniosek Łukasza, że normatyw dobrego obywatela zakłada wolną wolę w sensie libertariańskim, jest fałyszwy. Można na to odpowiedzieć tak: jeśli cechy “przeniesione” ze sprawcy na “dobrego obywatela” nie determinują w pełni jego zachowania, to jak wybrać te cechy? To oczywiście problem dla karnisty; ale problem ten ma też Łukasz w swojej teorii. Cóż bowiem znaczy stwierdzenie definiujące warunek kontroli: “sprawca na ogół może działać zgodnie ze swoimi przekonaniami”? Tu też następuje pewna generalizacja czy idealizacja. “Na ogół” może znaczyć w 51%, w 90%, w 100%. Poza tym: jak to zmierzyć? Problem jest w gruncie rzeczy taki sam, jak w przypadku powiedzenia: porządny obywatel tak by nie zrobił.

– Druga obiekcja Łukasza wobec normatywnej teorii winy dotyczy tego, że nie pozwala ona różnicować stopnia winy. Łukasz twierdzi natomiast, że koncepcja oparta o warunek K na to pozwala: jeśli ktoś ma kontrolę nad swoim zachowaniem to godzi się, że pewne niezależne okoliczości mogą wpłynąć na to, iż jego wina będzie uznana za większą lub mniejszą. Ten argument jest bardzo nieprzekonujący. Wina – w ujęciu teorii normatywnej – rzeczywiście jest “zerojedynkowa”: albo ktoś jest winny, albo nie (choć można by się zastanawiać, czy nie można jej stopniować ze względu na to, jak daleko sprawca odszedł od tego, jak zachowałby się dobry obywatel). Nie widzę jednak, jak teoria Łukasza mogłaby sobie z tym poradzić: albo ktoś ma co do zasady kontrolę nad swoim zachowaniem (i wtedy jest winny), albo nie ma (i jest niewinny). To, o co chodzi Łukaszowi (co zresztą pisze explicite) to nie stopień winy, a stopień dezaprobaty. Stopnień dezaprobaty dla czyjegoś czynu wynika zaś nie tylko z winy, ale także zewnętrznych wobec sprawcy okoliczności (charakteru czynu, wyrządzonej szkody itd.). Łukasz jednak wyraźnie definiuje winę jako stopień dezaprobaty, co zdaje mi się rażącym błędem.

5. W związku z powyższym uważam, że Łukasz nie uzasadnił przekonująco swoich racji. W mojej rekonstrukcji, próbuje on pokazać, że teoria przez niego proponowana jest lepsza od teorii normatywnej ze względu na dwa kryteria: (Kryteirum 1) Stopień spójności z osiągnięciami nauk biologicznych (w tym neuroscience i teorii ewolucji); (Kryterium 2) Siła presupozycji metafizycznych. Wedle Kryterium 1 teoria Łukasza ma być lepsza (jak mniemam), bo bierze pod uwagę nowoczesną teorię emocji. Wydaje mi się jednak, że bierze ją zbyt dosłownie. Mówiąc inaczej: Łukasz redukuje obowiązek, normę moralną czy winę do pewnych emocji (choćby rozumianych w sposób złożony), gdy tymczasem jest to jedna z wielu możliwości powiązania osiągnięć nauk biologicznych z moralnością (etyką). Wedle Kryteirum 2, teoria Łukasza ma być lepsza od normatywnej, gdyż ta druga zakłada libertariańsko rozumianą wolną wolę. Jak próbowałem pokazać w pkt. 3 i 4 wcale tak nie jest. Poza tym, Łukasz nie przeporwadza refleksji nad przyjętymi przez siebie implicite kryteriami. Można by dodać do nich np. kryterium następujące: (Kryterium 3) Operacjonalizowalność. Wedle niego lepsza jest taka teoria winy, którą sędzia może łatwiej zastosować. Wydaje się, że teoria normatywna, nakazująca sędziemu skonstruować model dobrego obywatela, jest łatwiejsza w zastosowaniu od koncepcji Łukasza (a w każdym razie warto ten problem rozważyć).

6. Istotną nowością w podejściu Łukasza jest to, że proponuje, by przypisanie winy całkowicie oddzielić od popełnionego czynu, a związać ze sprawcą. Jest to dla mnie problematyczne. Po pierwsze, nie wydaje mi się, by rozwiązywało to jakiekolwiek problemy (por. wyżej). Po drugie, uważam, że prawo karne radzi sobie dobrze z problemem kontroli zachowań poprzez zastosowanie instytucji okoliczności wyłączających winę. Po trzecie wreszcie, wydaje mi się, że rozwiązanie Łukasza jest całkiem kontrintuicyjne: moja intuicja moralna podpowiada, że przypisanie winy nie może zależeć od przeszłych czynów sprawcy, a tu de facto zależy (bo na jakiejś podstawie musimy zdecydować, czy ktoś co do zasady ma kontrolę nad swoim zachowaniem czy nie).

Przepraszam, jeśli moje uwagi są zbyt skomplikowane: odpowiada to poziomowi skomplikowania krytykowanego tekstu.

BB

Tags: